Ostatnie Posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Testowanie produktów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Testowanie produktów. Pokaż wszystkie posty
Domowe burgery to naprawdę fajna sprawa, bowiem dają niezwykle duże pole do popisu. Można poeksperymentować z dodatkami i kombinacjami smakowymi. Bardziej odważni pokuszą się także na samodzielne upieczenie bułek. Moje upieczone bułki zniknęły niestety zanim wymyśliłam, że zrobię z nich burgery, tak więc posiłkowałam się kupnymi grahamkami. Jako dodatki wybrałam moje ulubione suszone pomidory, mozzarellę, rukolę oraz ogórki w zalewie miodowej  :).  


Składniki:
  • 2 dość duże bułki
  • około 300 g piersi z kurczaka
  • garść rukoli
  • 6-8 szt. suszonych pomidorów
  • 100 g mozzarelli
  • kilka wiórków czerwonej cebuli
  • ogórki w zalewie miodowej od Lidl Polska 
marynata do kurczaka:
  • 2 stołowe łyżki oliwy
  • łyżeczka musztardy
  • stołowa łyżka  miodu
  • łyżeczka ostrej papryki 
  • 1 wyciśnięty ząbek czosnku
  • sól, pieprz

Przygotowanie:
Pierś z kurczaka, myjemy, oczyszczamy, dzielimy na dwie części po około 150g każda i marynujemy przynajmniej 40 minut. Po tym czasie kurczaka grillujemy lub smażymy z obu stron na złoty kolor. Pod koniec girllowana/smażenia układamy na kurczaku kilka plastrów mozzarelli, aby się rozpuściła. Bułki przekrawamy na pół wzdłuż i także lekko przypiekamy na grillu (ewentualnie można to zrobić na ruszcie, w piekarniku nagrzanym do 180st.). Na ciepłym spodzie bułek układamy kurczaka z serem, rukolę, suszone pomidory, cebulę, oraz pokrojone w cienkie plasterki ogórki. Polewamy ulubionym sosem, przykrywamy drugą częścią bułki. Podajemy od razu. Smacznego!

Przy okazji przygotowania burgerów warto sprawdzić przepisy
na sosy:

oraz na bułki:


Piknik majowy





Witajcie Kochani, jak Wasze plany na majówkę? Grillujecie, czy może wybraliście dłuższy pobyt za miastem? ;) U mnie brak szczególnych planów, a obecna pogoda nie zachęca nawet do wyjścia z domu. Niemniej jednak mam dla Was apetyczne bułeczki, które bez problemu możecie zabrać ze sobą w trasę lub na grilla.

 Składniki:
  • około 300-350 g mąki żytniej + do podsypywania*
  • szklanka (250 ml) letniego mleka
  • 40 g świeżych drożdży
  • pół łyżki stołowej miodu
  • stołowa łyżka cukru
  • łyżeczka soli
  • 2 łyżki oliwy/oleju
  • 1 jajko
  • czarnuszka
* im niższy typ mąki tym lepiej, ja użyłam mąki żytniej typ 720 i bułeczki na drugi dzień były lekko twardawe, więc myślę, że warto spróbować z mąką żytnią typu 500 lub 580

Przygotowanie:
W misce umieszczamy rozdrobnione drożdże oraz cukier. Całość delikatnie rozgniatamy widelcem, a następnie dolewamy letnie mleko (nie może być zbyt ciepłe, bo wysoka temperatura zabije drożdże). Gotowy rozczyn przykrywamy ściereczką i odstawiamy na kilka minut w ciepłe miejsce, aż podwoi swoją objętość. Na stolnicy/blacie przesiewamy mąkę, formujemy kopczyk, robimy dołek, w którym umieszczamy sól, zaczyn z drożdży, miód oraz oliwę. Powoli zagniatamy gładkie i elastyczne ciasto. Ciasto odstawiamy pod przykryciem, na 30 minut do wyrośnięcia. Po tym czasie formujemy bułki (8-10 szt.) i układamy je na blacie obsypanym mąką, zostawiając kilka centymetrów przerwy pomiędzy nimi, aby miały miejsce by swobodnie wyrosnąć.* Bułeczki przykrywamy suchą ściereczką i zostawiamy na 1-2h aż wyrosną. Około pół godziny przed końcem wyrastania bułek, bardzo dobrze nagrzewamy piekarnik (220-250 st. bez termoobiegu), z kamieniem do wypieków umieszczonym na dolnym poziomie. Wyrośnięte bułeczki smarujemy rozmąconym jajkiem, aby po upieczeniu miały złoty kolor. Dodatkowo posypujemy je ulubionymi dodatkami - u mnie jest to czarnuszka, ale świetne będą także: sezam, pestki dyni, pestki słonecznika itp. Tak przygotowane bułeczki ostrożnie przekładamy na mocno rozgrzany kamień i pieczemy przez około 15 minut.** Gotowe pieczywo studzimy na kratce do pieczenia. Smacznego!***

* Bułeczki można upiec także bez kamienia. Wtedy po uformowaniu układamy je od razu na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując odstępy między nimi. Następnie przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 1-2h.  Po tym czasie smarujemy je rozmąconym jajkiem i posypujemy ulubionymi dodatkami. Blachę z bułkami umieszczamy w piekarniku rozgrzanym do 220 stopni i pieczemy przez 5 minut. Następnie zmniejszamy temperaturę do 190-200 stopni i pieczemy jeszcze około 25 minut.

** Jeżeli używacie kamienia do wypieków po raz pierwszy. Zapoznajcie się z kilkoma radami jak postępować, aby służył Wam jak najdłużej (kliknij po więcej informacji).

*** Jeśli Wasze bułeczki będą zbyt twarde na drugi dzień, wystarczy po przekrojeniu zwilżyć je odrobiną wody i umieścić na 5 minut w rozgrzanym piekarniku lub 15-30 sekund w mikrofalówce. Wówczas będą smakować tak, jak świeżo po wyjęciu z piekarnika.


Za możliwość użytkowania i testowania kamienia dziękuję firmie BAKERO.
Piknik majowy


Przygotowania do Świąt ruszyły... jednak pomiędzy upieczeniem babki, a wstawieniem zakwasu na żurek warto pomyśleć o smacznym i zdrowym posiłku. Zanim zasiądziemy do syto zastawionego świątecznego stołu polecam przepyszne owsiane racuszki. Doskonałe będą zarówno na śniadanie, jak i na obiad. 


Składniki:   
  • 120 g zmielonych płatków owsianych bezglutenowych*
  • 2 stołowe łyżki otrębów owsianych**
  • 2 stołowe łyżki skrobi pszennej bezglutenowej
  • 1 stołowa łyżka skrobi kukurydzianej
  • 300-400 ml kefiru
  • 1 jajko
  • pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • szczypta soli
  • opakowanie cukru waniliowego
  • 2 stołowe łyżki cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia/sody
  • 1 duże jabłko
  • tłuszcz do smażenia (masło/olej)

 *w przypadku diety bezglutenowej polecam użycie płatków owsianych oznaczonych jako bezglutenowe bądź jaglanych lub quinoa, bowiem większość płatków owsianych w Polsce zawiera gluten lub jest nim zanieczyszczona
** w diecie bezglutenowej pominąć ten składnik

dla osób tolerujących gluten:
W przepisie zmielone płatki owsiane, skrobię pszenną oraz kukurydzianą zastępujemy około połową szklanki mąki pszennej. Dodatkowo zwiększamy ilość otrębów owsianych: do 3 łyżek stołowych.

Przygotowanie:
Płatki mielimy w blenderze lub młynku do kawy (nie muszą być zmielone na mąkę, mogą być grudki). Zmielone płatki umieszczamy w misce, dodajemy otręby, proszek do pieczenia oraz skrobię pszenną i kukurydzianą. Jajko ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym, dodajemy kefir. Dokładnie mieszamy. Masę z jajka i kefiru dodajemy do miski z suchymi składnikami. Dodajemy ekstrakt waniliowy oraz szczyptę soli. Ciasto na racuchy dokładnie mieszamy i odstawiamy na około 15-20 minut. Po tym czasie dodajemy obrane i pokrojone w kostkę jabłko. Całość jeszcze raz dokładnie mieszamy. Za pomocą łyżki nakładamy ciasto na patelnie, formując racuszki. Smażymy je na złoty kolor, z obu stron, na dobrze rozgrzanym tłuszczu.

dla osób tolerujących gluten:
W misce umieszczamy mąkę pszenną, otręby owsiane oraz proszek do pieczenia. Dalej postępujemy zgodnie ze wskazówkami powyżej. 


Gotowe racuszki podajemy z ulubionymi dodatkami. U mnie był to cukier puder oraz dżem jagodowy z czarną porzeczką, który otrzymałam od zielonabazylia.pl.

W mojej paczce oprócz dżemu jagodowego znalazł się także dżem o smaku maliny i żurawiny oraz różne smaki lodów przeznaczonych do zamrażania. Moim faworytem zostaną z pewnością kokosowe, a ich skład zasługuje na pochwałę, bowiem w 80% składają się z mleczka kokosowego. 


Jeśli interesuje Was zdrowe odżywianie lub po prostu lubicie zdrowe i naturalne produkty, niezawierające chemii, to bardzo polecam Wam tą stronę. Znajdziecie tam wiele produktów bezglutenowych, wegetariańskich oraz słodzonych ksylitolem. Ja jestem bardzo mile zaskoczona i chętnie w przyszłości skorzystam z ich asortymentu. 



Nie wiem dlaczego, lecz zawsze żyłam w przekonaniu, że upieczenie dobrego sernika jest trudne i nawet nie śmiałam próbować tego robić. Jadłam w życiu wiele serników i rzeczywiście nie każdy mi smakował. Unikałam więc pieczenia sernika, by nie poczuć smaku porażki. W mojej rodzinie najlepsze serniki od zawsze robi moja babcia. Są aksamitne, kremowe... rozpływają się w ustach. :) W końcu i ja postanowiłam spróbować.... i wiecie co? To wcale nie jest trudne. Z mojego pierwszego sernika jestem bardzo zadowolona. Dodatek lemon curd świetnie się tutaj sprawdza i urozmaica jego smak. 


Konsultując pieczenie sernika z babcią oraz przeglądając fora internetowe, udało mi się zebrać kilka złotych zasad, które mogą Wam się przydać przy upieczeniu dobrego sernika
  1. Wszystkie składniki sernika powinny mieć temperaturę pokojową, więc należy je wyciągnąć z lodówki minimum 2h przed przygotowaniem.
  2. Jajka wbijamy kolejno, w całości do masy serowej i miksujemy na średnich obrotach miksera, tylko do połączenia składników. Szybkie i długie miksowanie przyczyni się do zbytniego napowietrzenia masy, co spowoduje, że później sernik opadnie i popęka.
  3. Sernik pieczemy w temperaturze maks. 180 stopni na środkowej półce piekarnika, bez termoobiegu, najlepiej w trybie „grzanie z dołu” lub ewentualnie „dół + góra”.
  4. Jeśli nie pieczemy w formie silikonowej, boki formy należy wysmarować masłem, aby sernik nie popękał.
  5. Nigdy nie sprawdzamy patyczkiem, ani wykałaczką czy sernik się dopiekł, bowiem ze względu na wilgotną konsystencję sera patyczek zawsze będzie mokry.
  6. Sernik pieczemy zgodnie z czasem podanym w przepisie, zazwyczaj jest to około 50-60 minut.  Nawet jeśli sernik wygląda pozornie na niedopieczony nie należy wydłużać czasu jego pieczenia. Sernik to nie biszkopt, nie ma tutaj możliwości powstania zakalca. Dobrze upieczony sernik będzie lekko skurczony, a masa serowa z wierzchu będzie ścięta i sprężysta.
  7. Sernik piecze się i „dochodzi” jeszcze po wyłączeniu piekarnika. Dlatego studzimy go w piekarniku, z lekko uchylonymi drzwiczkami przez około godzinę. Po tym czasie wyciągamy go z piekarnika i zostawiamy w foremce, aż całkowicie ostygnie.
  8. Gotowy sernik należy schłodzić przed podaniem w lodówce przez 6-12h (najlepiej wstawić go do lodówki na całą noc).
  9. Sernik przechowujemy w lodówce, maksymalnie do 4-5 dni. Można go także zamrozić w torebce próżniowej lub zamkniętym pojemniczku. 

Sernik z lemon curd

Składniki:
spód:
  • 400 g płatków crunchy McEnnedy z syropem klonowym od Lidl Polska
  • 200 g masła
masa serowa:
  • 750 g twarogu 3-krotnie zmielonego z wiaderka
  • 3 jajka 
  • 100 g cukru
  • skórka otarta z dwóch cytryn
dekoracja:

Przygotowanie:
spód:
Crunchy kruszymy w blenderze lub w malakserze na okruszki. W małym rondelku roztapiamy masło, a następnie dolewamy je do płatków i dokładnie mieszamy. Masę z crunchy wykładamy na dnie tortownicy oraz na brzegach, do połowy ich wysokości (jeśli używacie blaszanej formy, wyścielcie ją najpierw papierem do pieczenia).  Gotowy spód odstawiamy do lodówki na około 30 minut.
 
masa serowa:
Minimum dwie godziny przed przygotowaniem sernika, wszystkie składniki na masę serową wyciągamy z lodówki. Po tym czasie, ser miksujemy na średnich obrotach z cukrem i skórką cytrynową.  Kolejno wbijamy jajka, krótko miksując do połączenia składników. Masę serową wylewamy na wcześniej przygotowany spód z płatków crunchy. Sernik pieczemy w temperaturze 180 st., przez około 50-60 minut. Po upieczeniu sernik studzimy w uchylonym piekarniku przez godzinę. Na ostudzony sernik nakładamy lemon curd i równo rozprowadzamy. Przed podaniem gotowe ciasto odstawiamy do lodówki na 6-12h, a najlepiej na całą noc. Smacznego!



Kwaśne jak cytryna czyli cytrynowe smakołyki
Od niedawna mam przyjemność użytkować i testować kamień do pizzy. Muszę stwierdzić, że jest to naprawdę wspaniały wynalazek. Znakomicie nadaje się on do pieczenia pizzy oraz domowego pieczywa. Kamień do wypieków to kawałek granitu, zazwyczaj o grubości 2 centymetrów. Można go kupić w postaci okrągłej lub prostokątnej, wówczas przycięty jest do wymiarów 40x30, tak aby pasował i mieścił się na blachach naszych piekarników. Kamienie występują w różnych wariantach kolorystycznych od grafitowo czarnej, aż po czerwoną i złotobrązową. Osobiście używam kamienia prostokątnego, o lekko różowej, piaskowej barwie, który wykonany jest granitu Grey Tiny, wydobywanego w Brazylii. Po zapoznaniu się z rozmaitymi opiniami w Internecie, wywnioskowałam, że lepiej zainwestować w kamień wykonany z granitu niż z szamotu, bowiem te granitowe są bardziej wytrzymałe. Poza tym granit bardzo długo utrzymuje i oddaje ciepło oraz doskonale wchłania wodę. Dzięki tym wspaniałym właściwościom przygotowana pizza lub pieczywo są chrupiące i zupełnie inne, niż te wypiekane na tradycyjnej blaszce. 

Jednak z kamieniem, tak jak z każdym urządzeniem w kuchni, należy umiejętnie się obchodzić. Poniżej znajdziecie kilka rad jak użytkować kamień do pizzy, tak aby posłużył Wam wiele lat.
pizza na spodzie z kalafiora 
  1. Zawsze podgrzewamy kamień wraz z nagrzewającym się piekarnikiem. Nigdy nie wkładamy zimnego kamienia, do gorącego piekarnika, ponieważ nagła zmiana temperatur może spowodować jego popękanie.
  2. Piekarnik z kamieniem nagrzewamy z maksymalną temperaturą piekarnika, czyli 250 stopni, przez około 30-40 minut (długi czas nagrzewania rekompensowany jest przez krótki czas pieczenia).
  3. Mrożonki układamy na papierze do pieczenia, a nie bezpośrednio na kamieniu, po to aby uniknąć pęknięć.
  4. Zachowujemy wszelkie środki ostrożności podczas przenoszenia pizzy/pieczywa na rozgrzany kamień, bowiem bardzo łatwo o poparzenie. Najlepiej zorganizować sobie płaską drewnianą łopatkę lub cienką deseczkę, którą oprószamy mąką, a następnie z jej pomocą delikatnie zsuwamy pizzę/pieczywo na kamień. 
  5. Zależnie od rodzaju i konsystencji ciasta, możemy używać papieru do pieczenia.
  6. Na kamieniu ciasto piecze się bardzo szybko, około 5-8 minut. Jeśli planujecie położyć na pizzę mięso lub inne składniki wymagające dłuższej obróbki cieplnej, najlepiej przygotować je wcześniej.
  7. Po upieczeniu, kamień pozostawiamy w piekarniku do samego ostygnięcia. Zbyt szybkie wyjęcie oraz umycie go zimną wodą, może przyczynić się do jego popękania.
  8. Zimny kamień wycieramy delikatnie mokrą, dobrze odciśniętą ściereczką, bez użycia detergentów. Należy unikać moczenia kamienia w dużej ilości wody, bowiem ze względu na swoje właściwości, granit chłonie wodę jak gąbka. Jeśli na kamieniu przywarły resztki ciasta, można je delikatnie zeskrobać nożem.
  9. Powstałe z upływem czasu plamy lub przebarwienia nie wpływają  na ogólne właściwości kamienia.
  10. Po zakończonym czyszczeniu kamień dokładnie osuszamy przed kolejnym umieszczeniem go w piekarniku.
  11. Kamień nie musi być wyciągany z piekarnika podczas przygotowania innych potraw, bowiem dobrze utrzymuje stałą temperaturę w piekarniku. Należy tylko pamiętać, o dłuższym czasie nagrzewania piekarnika, gdy kamień znajduje się w środku.
jak piec pizzę na kameniu 

Pizza na spodzie z kalafiora, pieczona na kamieniu
f
Składniki:
sos
    zdrowa pizza
  • puszka pomidorów bez skórki
  • 1 cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • pół łyżeczki cukru
  • 2 łyżeczki oregano
  • łyżeczka bazylii
  • łyżeczka czosnku granulowanego
  • szczypta tymianku
  • sól i pieprz
  • olej do smażenia
spód do pizzy:
  • 1 kalafior
  • 1 jajko
  • 2 łyżki otrębów żytnich (w diecie bezglutenowej pominąć)
  • 40 g startego parmezanu/grana padano
  • płaska łyżeczka bazylii
  • płaska łyżeczka oregano
  • sól i pieprz 
dodatki:
  • mozzarella
  • liście szpinaku

Przygotowanie: 
sos:
Cebulę kroimy w kostkę i rumienimy wraz z posiekanym czosnkiem na rozgrzanym oleju. Po upływie 3 minut, na patelnię przelewamy pomidory z puszki. Następnie dodajemy przyprawy oraz cukier. Dokładnie mieszamy. Grzejemy na wolnym ogniu, bez przykrycia, mieszając od czasu do czasu. Sos grzejemy do momentu odparowania wody, czyli aż zrobi się gęsty. 
 
spód:
Kalafior dzielimy na małe różyczki i usuwamy twarde części. Następnie gotujemy na parze przez 3-4 minuty. Po tym czasie blendujemy go lub rozdrabniamy w malakserze. W efekcie będziemy mieć drobne ziarenka wielkości ryżu. Rozdrobiony kalafior gotujemy na parze jeszcze przez 10 minut. Następnie przecedzamy go przez bardzo drobne sitko i odciskamy przez gazę, aby usunąć cały nadmiar wody. Kalafior doprawiamy do smaku solą, pieprzem, oregano i bazylią. Za pomocą dłoni mieszamy go z serem, otrębami i jajkiem. Na arkuszu papieru do pieczenia rozkładamy masę z kalafiora. Przygniatamy dłonią do grubości 1 centymetra i formujemy kształt koła. Papier do pieczenia przekładamy na rozgrzany kamień/blachę do pieczenia. Podpiekamy 3 minuty na kamieniu w temperaturze 220-250 stopni  (na blasze 10 minut w temperaturze 180 stopni).
pizza:
Po wstępnym pieczeniu, wysuwamy blachę z kamieniem (lub samą blachę) z piekarnika. Spód pizzy smarujemy sosem i układamy ulubione dodatki. W moim przypadku był to: ser mozzarella oraz liście szpinaku. Pieczemy jeszcze przez 5-6 minut na kamieniu (około 15-20 minut na samej blasze).  Podajemy solo lub z ulubionymi dipami.
Smacznego!

dietetyczna pizza na kalafiorowym spodzie

Za możliwość użytkowania i testowania kamienia dziękuję firmie BAKERO.
Ładna pogoda chwilo nam się gdzieś ukryła, ale mam dla Was przepis na domowe lody. Bardzo orzeźwiające, lekko kwaśne... w sam raz na słoneczny dzień lub na ponowne przywołanie wiosny! Mnie jedna porcja od razu poprawiła humor :).


Składniki: 
(na 6 sztuk)
  • 1 dojrzałe mango
  • 200 ml soku żurawinowego McEnnedy od Lidl Polska
  • sok z połowy cytryny 
  • 50 ml niegazowanej wody mineralnej

Przygotowanie:
Sok z cytryny dodajemy do soku żurawinowego. Mango myjemy, obieramy ze skórki, usuwamy pestkę i kroimy w kawałki. Blendujemy wraz z dodatkiem wody. Mus z mango nakładamy w foremki do lodów, do około 2/3 wysokości. Pozostałą przestrzeń dopełniamy sokiem żurawinowym z cytryną (aby warstwy się nie zmieszały, najlepiej sok nalewać małym strumieniem, po ściance foremki). Lody odstawiamy do zamrażarki na około 6h. Smacznego!




Co prawda karnawał i Dzień Kobiet już za nami. Powoli dobiega końca także Dzień Mężczyzny. Ale być może znajdziecie inną okazję do świętowania i podarowania sobie odrobiny zapomnienia. Dlatego mam dla Was przepis na orzeźwiającego drinka. Jest to wariacja na temat tradycyjnej Mimozy, w której znajduje się tylko sok pomarańczowy i wino musujące. Ja postanowiłam dodać jeszcze sok żurawinowy i był to strzał w dziesiątkę. Muszę przyznać, że drinki na bazie wina musującego są bardzo smaczne, choć należy na nie uważać, bo podobno zbyt szybko uderzają do głowy ze względu na zawartość bąbelków. ;)

drink żurawinowa mimoza

Składniki:
  • 60 ml świeżo wyciskanego soku z pomarańczy
  • 60 ml soku żurawinowego McEnnedy od Lidl Polska
  • 80 ml białego wina musującego  lub szampana
  • kostki lodu

Przygotowanie:
Wino musujące oraz sok żurawinowy dobrze schładzamy. Do wysokiej szklanki nakładamy lód, nalewamy sok żurawinowy, a następnie dodajemy świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy. Delikatnie mieszamy długą łyżeczką i dopełniamy szampanem lub winem musującym.
 
Smacznego!

drink mimosa

drink na bazie szampana
Pudding z pieczywa to wspaniała rzecz. Możecie go przygotować, kiedy Wasz chleb, chałka lub bułeczki nie są już pierwszej świeżości. Pudding nadaje im drugie życie. :) Bardzo lubię go przygotowywać nawet ze świeżego pieczywa, ponieważ jest bardzo sycący i można skomponować go niemal ze wszystkimi dodatkami: świeżymi i suszonymi owocami lub bakaliami. 


Składniki:
  • 6 bułeczek maślanych Jean Pierre od Lidl Polska
  • garść rodzynek
  • 2 łyżki stołowe groszków czekoladowych
  • 2/3 szklanki mleka + kilka łyżek
  • 2 czubate łyżeczki budyniu czekoladowego
  • 2 jajka
  • 1 łyżka stołowa cukru
  • 2 łyżki stołowe miodu
  • łyżeczka esencji waniliowej
  • szczypta cynamonu
Przygotowanie:
Bułeczki maślane kroimy na małe kromeczki. Proszek budyniowy rozpuszczamy w kilku łyżkach mleka. Pozostałą część mleka zagotowujemy z cukrem. Następnie dolewamy budyniową mieszankę, chwilę mieszamy i zdejmujemy z gazu. Gdy budyń ostygnie, miksujemy go z jajkami, miodem, esencją waniliową i cynamonem. W lekko natłuszczonym naczyniu żaroodpornym układamy warstwowo: bułeczki maślane, rodzynki, groszki czekoladowe oraz odrobinę masy budyniowo-jajecznej (u mnie wyszły 3 warstwy). Gotowy pudding wkładany do piekarnika rozgrzanego na 175 stopni i pieczemy przez 20-25 minut. Smacznego!



Zbliża się okres, którego nie lubię. Jedynym przyjemnym akcentem jaki mu towarzyszy jest Halloween. Nie, żebym czciła wiedźmy i wierzyła w duchy... po prostu od czasów licealnych upiorne przebrania i potrawy stylizowane na tą okazję sprawiały mi frajdę. Generalnie lubię imprezy z motywem przebieranym, a Halloween to doskonała okazja. Dlatego postanowiłam, że kilka przepisów związanych z tym tematem pojawi się na blogu w najbliższym czasie. 


(inspiracja)
Składniki:
dwie gałki oczne:

  • 250g śmietanki kremówki 36%
  • 250g mleka
  • opakowanie cukru waniliowego
  • stołowa łyżka cukru
  • łyżeczka esencji waniliowej
  • 3 łyżeczki żelatyny
  • 2 plasterki kiwi
  • 2 suszone śliwki

krwawy sos:

Przygotowanie:
Śmietanę z mlekiem i cukrem zagotować.
Zdjąć z ognia, dodać żelatynę i mieszać aż się rozpuści.
Przelać do miseczek, zostawić do ostygnięcia, a potem włożyć do lodówki najlepiej na całą noc.
Wyjąć pannę cotę z miseczki, można wspomóc się przez polewanie miseczki ciepłą wodą, na talerz.
Ozdobić plasterkiem kiwi i suszoną żurawiną, polać sosem malinowym.
- See more at: http://www.dusiowakuchnia.pl/2012/10/gaka-oczna-panna-cota.html#sthash.waD1b7L3.dpuf
Żelatynę rozpuszczamy w 1/3 szklanki wrzątku.  Mleko zagotowujemy razem ze śmietanką, cukrem, cukrem waniliowym oraz esencją waniliową. Gdy zawrze, zdejmujemy garnek z ognia, dodajemy żelatynę i dokładnie mieszamy. Całość przelewamy do pucharków wyłożonych folią spożywczą (folia ułatwi późniejsze wyciągnięcie i sprawi, że nasza panna cotta będzie lekko pomarszczona po wyjęciu) i odstawiamy do lodówki na minimum 2-3h. Przed podaniem przygotowujemy sos. Sok/syrop wiśniowy blendujemy z dżemem truskawkowym. Panna cottę wyjmujemy z pucharków, wykładamy na talerz. Dekorujemy kolejno plasterkiem kiwi (tęczówka), oraz suszoną śliwką (źrenica). Polewamy sosem owocowym (krew). Smacznego! 



Śmietanę z mlekiem i cukrem zagotować.
Zdjąć z ognia, dodać żelatynę i mieszać aż się rozpuści.
Przelać do miseczek, zostawić do ostygnięcia, a potem włożyć do lodówki najlepiej na całą noc.
Wyjąć pannę cotę z miseczki, można wspomóc się przez polewanie miseczki ciepłą wodą, na talerz.
Ozdobić plasterkiem kiwi i suszoną żurawiną, polać sosem malinowym.
- See more at: http://www.dusiowakuchnia.pl/2012/10/gaka-oczna-panna-cota.html#sthash.waD1b7L3.dpuf
Śmietanę z mlekiem i cukrem zagotować.
Zdjąć z ognia, dodać żelatynę i mieszać aż się rozpuści.
Przelać do miseczek, zostawić do ostygnięcia, a potem włożyć do lodówki najlepiej na całą noc.
Wyjąć pannę cotę z miseczki, można wspomóc się przez polewanie miseczki ciepłą wodą, na talerz.
Ozdobić plasterkiem kiwi i suszoną żurawiną, polać sosem malinowym.
- See more at: http://www.dusiowakuchnia.pl/2012/10/gaka-oczna-panna-cota.html#sthash.waD1b7L3.dpuf
Śmietanę z mlekiem i cukrem zagotować.
Zdjąć z ognia, dodać żelatynę i mieszać aż się rozpuści.
Przelać do miseczek, zostawić do ostygnięcia, a potem włożyć do lodówki najlepiej na całą noc.
Wyjąć pannę cotę z miseczki, można wspomóc się przez polewanie miseczki ciepłą wodą, na talerz.
Ozdobić plasterkiem kiwi i suszoną żurawiną, polać sosem malinowym.
- See more at: http://www.dusiowakuchnia.pl/2012/10/gaka-oczna-panna-cota.html#sthash.waD1b7L3.dpuf
Śmietanę z mlekiem i cukrem zagotować.
Zdjąć z ognia, dodać żelatynę i mieszać aż się rozpuści.
Przelać do miseczek, zostawić do ostygnięcia, a potem włożyć do lodówki najlepiej na całą noc.
Wyjąć pannę cotę z miseczki, można wspomóc się przez polewanie miseczki ciepłą wodą, na talerz.
Ozdobić plasterkiem kiwi i suszoną żurawiną, polać sosem malinowym.
- See more at: http://www.dusiowakuchnia.pl/2012/10/gaka-oczna-panna-cota.html#sthash.waD1b7L3.dpuf
250 ml śmietany kremówki
250 ml mleka
50 g cukru
plasterek kiwi
żurawina suszona
sos malinowy
- See more at: http://www.dusiowakuchnia.pl/2012/10/gaka-oczna-panna-cota.html#sthash.waD1b7L3.dpuf
250 ml śmietany kremówki
250 ml mleka
50 g cukru
plasterek kiwi
żurawina suszona
sos malinowy
- See more at: http://www.dusiowakuchnia.pl/2012/10/gaka-oczna-panna-cota.html#sthash.waD1b7L3.dpuf
250 ml śmietany kremówki
250 ml mleka
50 g cukru
plasterek kiwi
żurawina suszona
sos malinowy
- See more at: http://www.dusiowakuchnia.pl/2012/10/gaka-oczna-panna-cota.html#sthash.waD1b7L3.dpuf
Halloween!
Malin co prawda już nie ma, ale pomyślałam że dodam ten przepis w ramach "Różowego tygodnia". Bardzo podobają mi się szlachetne inicjatywy, a ta akcja kulinarna właśnie nią jest.  15 października to Europejski Dzień Walki z Rakiem Piersi. W ramach tego dnia w październiku co roku organizowana jest akcja kulinarna - 'Różowy Tydzień'. Polega ona na upichceniu dań w kolorze różowym lub jego odcieniach, tak by nawiązywały one do loga kampanii,  przypominając o idei całej akcji.

Przy okazji tego wydarzenia warto chwilę zwolnić oraz zastanowić się nad tym co jest w życiu najważniejsze - nad zdrowiem. Statystyki są bardzo niepokojące, bowiem co roku na raka piersi w Polsce choruje około 12 tysięcy kobiet. Połowa z nich umiera z powodu zbyt późnej diagnozy. Profilaktyka jest dla nas wciąż tematem tabu. Należy to zmienić i uświadomić innych, że warto mówić otwarcie o swoich problemach, chodzić do lekarzy oraz troszczyć się o swoich bliskich, bo także oni mogą paść ofiarą groźnej choroby, jaką jest rak... 

    *     *     *


Składniki:
  • 200 ml octu
  • 400 ml różowego wina (u mnie Celebro)
  • 2 łyżki stołowe malin

Przygotowanie:
Do czystej, wyparzonej karafki/butelki wlewamy ocet i wino. Dosypujemy maliny. Zakręcamy na 3-6 dni - i gotowe! Ocet malinowy  jest doskonałym dodatkiem do dressingów lub marynat. W miarę upływu czasu ocet może tracić kolor, jednak jego smak się nie zmienia, dlatego warto przechowywać go w zacienionym i suchym miejscu.




Makaronowa podróż po Europie - stacja III Francja - Sałatka z makaronem i owocami morza


Zapoznając się z rolą, jaką odgrywa pasta w kuchni francuskiej, natknęłam się na typ makaronu, o dźwięcznej nazwie  'orecchiette', popularny m.in. w południowej części Włoch. Jednak historia donosi, że ojczyzną orecchiettte jest francuska Prowansja, bowiem tam zostało po raz pierwszy stworzone w epoce średniowiecza. Krążą nawet pogłoski, że orecchiette do Włoch przywiozła francuska dynastia Andegawenów. Skoro więc znalazłam pastę pochodzącą z tego kraju, postanowiłam użyć jej do kolejnego przepisu w makaronowej podróży przez Europę. Aby danie było jeszcze bardziej francuskie, należało uzupełnić je o owoce morza, które Francuzi po prostu ubóstwiają. 

Niestety, każda koncepcja musi czasem zakończyć się fiaskiem, ponieważ nie udało mi się nigdzie kupić orecchiette, mimo że obeszłam wszystkie możliwe sklepy. Na zamawianie przez Internet było za mało czasu, w stosunku do terminu zakończenia akcji konkursowej, tak więc w sałatce, znalazł się zamiennik - makaron conchiglionette. Myślę, że nie ujęło to sałatce smaku, bowiem powstało danie kuchni fusion czyli mieszanka kuchni włoskiej (makaron conchiglionette) i francuskiej (owoce morza). Jednak jeśli pragniecie skosztować sałatki ze stuprocentowo francuskim rodowodem, polecam Wam orecchiette. ;)


Składniki:
sałatka:
  • 150g orecchiette lub innego dość drobnego makaronu
  • 120g krewetek koktajlowych 
  • 2 łyżki stołowe małży w zalewie z białego wina
    (można pominąć, gdy ktoś nie przepada) 

  • 1 czerwona cebula średniej wielkości
  • 1 czerwona papryka
  • 100g pomidorków sherry
  • rukola
sos:
  • 2-3 łyżki stołowe majonezu
  • 100ml białego wytrawnego wina
  • łyżka gęstej śmietany
  • garść posiekanego koperku
  • szczypta pieprzu cayenne
  • szczypta czosnku granulowanego
  • sól, pieprz

Przygotowanie:
Makaron gotujemy al dente według przepisu na opakowaniu. Krewetki koktajlowe i odsączone z zalewy małże kroimy na mniejsze kawałki. Paprykę myjemy, pozbawiamy gniazd nasiennych i grillujemy z obu stron na patelni grillowej lub w grillu elektrycznym, następnie kroimy w kostkę. Cebulę obieramy, kroimy w piórka, a umyte pomidorki w ćwiartki. Wszystkie składniki wrzucamy do dużej miski. W osobnej miseczce mieszamy wszystkie składowe sosu (UWAGA! wino należy dolewać powoli, ciągle mieszając, aby uniknąć grudek lub zwarzenia się któregoś ze składników). Gotowy sos przekładamy do sałatki. Całość dokładnie mieszamy i schładzamy w lodówce przez 2h. Sałatkę podajemy na listkach rukoli, dekorujemy wedle uznania. Smacznego!

Do smacznego obiadu polecam wino. Ja użyłam hiszpańskiego, białego, półwytrawnego wina marki Celebro. Producent poleca je do ryb i owoców morza, stąd mój wybór.




Makaronowa podróż po Europie - stacja II Szwajcaria - Conchiglioni Papet Vaudois.

Długo zastanawiałam się nad tym, jaką potrawę wybrać spośród rozmaitości kuchni szwajcarskiej. Wszyscy doskonale wiemy, że podstawę wielu dań tego kraju stanowi ser, a szwajcarska czekolada zyskała sławę na całym świecie. Jednak kuchnia Szwajcarii to nie tylko ser, lecz także wiele wpływów niemieckich, francuskich lub włoskich. W regionie północnym jada się zdecydowanie po francusku, w środku kraju kuchnia staje się cięższa, natomiast na południu znajdziemy potrawy bardziej śródziemnomorskie. Maleńka Szwajcaria jest także kolebką dań regionalnych. Tradycyjną szwajcarską potrawą jest właśnie jednogarnkowe Papet Vaudois, które wybrałam i użyłam do nadziania muszli conchiglioni. Zapieczone z żółtym serem dały w efekcie danie bardzo smakowite i sycące :).


Składniki:
  • 14 muszli conchiglioni
  • 1 por (w tym zielone części) pokrojony kostkę
  • 3 kiełbaski cielęce/wieprzowe
  • 3 duże ziemniaki, obrane i pokrojone w kostkę
  • 30g masła
  • 1 średnia czerwona cebula
  • 150ml białego wytrawnego wina (u mnie marki Celebro)
  • 300ml bulionu z wołowiny
  • 200ml śmietany 12%
  • sól, pieprz
  • 1,5 łyżki stołowej gałki muszkatołowej
  • 3 łyżki stołowe posiekanej natki pietruszki
  • 50g startego ementalera lub innego sera szwajcarskiego 
 
Przygotowanie:
Makaron gotujemy al dente zgodnie z instrukcją na opakowaniu (u mnie 11 minut). Cebulę kroimy w kostkę i dusimy na maśle aż będzie miękka, ale nie brązowa. Podduszoną cebulkę przekładamy do garnka, dodajemy pora oraz ziemniaki. Podlewamy winem i bulionem, przykrywamy, gotujemy na wolnym ogniu przez 25 min., aż ziemniaki będą miękkie. W tym czasie rumienimy na patelni pokrojone w kostkę kiełbaski. Gdy ziemniaki są miękkie, odcedzamy wywar, ale nie cały, aby zachować aromat wina i bulionu (zostawiamy taką ilość, aby danie było gęste i nie przypominało zupy). Do odsączonych ziemniaków i porów dodajemy kiełbaski oraz śmietanę. Dokładnie mieszamy. Przykrywamy i gotujemy na wolnym ogniu przez kolejne 5-6 minut. Posypujemy posiekaną natką pietruszki. Mieszamy. Gotowym farszem nadziewamy ugotowane conchiglioni. Muszle układamy w natłuszczonym naczyniu żaroodpornym, każdą posypujemy tartym ementalerem i zapiekamy do momentu aż ser się roztopi. Podajemy natychmiast. Smacznego!



Miewacie swoje małe uzależnienia w czasie zakupów? Ulubiony batonik lub ulubiona paczka landrynek z jednego, konkretnego sklepu? Ja mam takie uzależnienie, bo zawsze gdy wchodzę do znanej sieci sklepów na L., muszę wyjść z małym, niebieskim pudełeczkiem lodów o smaku serka mascarpone, które oblane są sosem z owoców leśnych i posypane wiórkami czekolady. Nie zdarzyło się chyba, że opuściłam sklep bez nich... chyba, że z powodu braku w asortymencie. I tak, pewnego popołudnia postanowiłam przenieść ulubiony smak do lodów w domowej wersji. Wyszły kremowe, puszyste.. dokładnie takie jak chciałam, bo smakowały nawet lepiej niż te sklepowe. ;)

Składniki:
  • 250 ml śmietanki 30%
  • 250 g serka mascarpone
  • 100g cukru pudru
do podania:
Przygotowanie:
Kremówkę ubijamy z cukrem pudrem do momentu aż stanie się gęsta, ale nie całkiem sztywna. Dodajemy do niej stopniowo serek, ubijając na wolnych obrotach, aż do uzyskania jednolitej masy. Całość przekładamy do plastikowego pojemnika, przykrywamy i wstawiamy do zamrażalnika na 4h.  W ciągu tego czasu, lody mieszamy co 30 min, aby nie były zbite i nie miały kryształków lodu. Gotowe lody nakładamy do pucharków. Polewamy syropem owocowym i dekorujemy wiórkami czekolady. Smacznego!