Ostatnie Posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez laktozy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez laktozy. Pokaż wszystkie posty
Obecna pora roku i pogoda przestają nas rozpieszczać. Słońca mamy coraz mniej, a nocami pojawiają się pierwsze przymrozki. Nie wiem jak Wy, ale ja, gdy za oknem robi się zimno i mokro najchętniej zawinęłabym się w ciepły koc i spod niego nie wychodziła. Doskonałym uzupełnieniem wizji dnia spędzonego na „przysłowiowe burrito” jest kubek gorącej czekolady lub mocno aromatycznej herbaty. Domowa, gorąca herbata z dodatkami uprzyjemni także moment powrotu do domu po spacerze w mroźne, zimowe popołudnie. Jej wypicie zadziała rozgrzewająco, a znajdujące się w dzbanku korzenne przyprawy, suszone owoce i miód poprawią naszą odporność.


Składniki:
(na 4 porcje)
  • 15-20 g czarnej herbaty liściastej lub 2-3 torebki herbaty ekspresowej
  • 1 l wrzącej wody
  • 8 kawałków suszonego jabłka
  • 2 laski cynamonu
  • 2 plastry pomarańcza, przekrojone na pół
  • 4 goździki
  • 2-3 łyżki miodu
  • szczypta cynamonu mielonego 
Przygotowanie:
Herbatę umieszczamy w dzbanku, zalewamy wrzącą wodą. Dodajemy suszone jabłka, kawałki pomarańczy, goździki oraz oba rodzaje cynamonu. Odstawiamy do zaparzenia na ok. 3-4 min.

W razie potrzeby odcedzamy fusy. Dosładzamy do smaku miodem. Podajemy bezpośrednio po przygotowaniu. 

Ciasteczka owsiane to jedne z najłatwiejszych, a jednocześnie najzdrowszych ciastek, które można wykonać samodzielnie niewielkim nakładem pracy. Wszystkie składniki wystarczy wymieszać łyżką, podzielić na porcje, a następnie upiec i zdrowa przekąska jest gotowa. Ciasteczka te można przygotować także z innymi bakaliami, ziarnami lub dodatkami np. płatkami jaglanymi czy amarantusem. Za każdym razem ich smak może być zupełnie inny. W tym przepisie ciasteczka słodziłam naturalnym sokiem jabłkowym, ale możecie użyć również miodu, syropu z agawy, ksylitolu lub tradycyjnego cukru. Wszystko zależy zatem od Waszej fantazji ;). 


Składniki:
na 26 ciastek
  •  1½ szklanki płatków owsianych
  •  ¾ szklanki rodzynek
  •  ½ szklanki wiórków kokosowych
  •  ⅓ szklanki słonecznika
  •  1 szklanka mąki pszennej
  •  1 jajko
  •  1 szklanka soku jabłkowego
  •  ¼ szklanki oleju
  •  1 łyżeczka proszku do pieczenia
  •  1 łyżeczka esencji waniliowej
  •  szczypta soli
Przygotowanie:
Wszystkie suche składniki tj. płatki owsiane, wiórki kokosowe, rodzynki, słonecznik, mąkę, proszek do pieczenia, i sól umieszczamy w misce. W osobnym naczyniu łączymy jajko, sok jabłkowy, esencję wanilią i olej. Mokre składniki wlewamy do suchych, dokładnie mieszamy łyżką, odstawiamy na 10-15 minut, aby masa zgęstniała. 

Z uzyskanej masy formujemy kulki wielkości śliwki, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, lekko spłaszczając aby uzyskać formę ciasteczka. Ciastka wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temp. 200°C, pieczemy partiami po 8-9 sztuk ok. 10-12 minut.

Gotowe ciasteczka studzimy na kratce. Przechowujemy w szczelnie zamykanym pojemniku.

Smacznego!


Ten oraz inne przepisy na smaczne wykorzystanie soku jabłkowego znajdziecie w trzynastym numerze Magazynu Kocioł. Gorąco zachęcam Was do lektury! (kliknij na okładkę, aby przejrzeć magazyn).

Dawno nie pojawiły się na blogu żadne przetwory. Dlatego dzisiaj mam dla Was prosty i bardzo smaczny dżem z czarnej porzeczki. To wersja klasyczna, bez żadnych dodatków i twistów smakowych. Przygotowana tylko na bazie owoców oraz cukru, bez użycia żel-fixu. Porzeczki zawierają bardzo dużo pektyny, zatem w miarę gotowania dżem gęstnieje bez dodatku substancji żelujących. Ilość cukru w przepisie najlepiej dopasować do słodyczy owoców. Ja lubię, gdy gotowy dżem jest lekko kwaskowy, choć zdaję sobie sprawę, że znajdą się też tacy, którzy preferują słodszą wersję ;).
 
dżem z czarnej porzeczki
 
Składniki:
(na 2-3 słoiczki)
  • 1 kg czarnej porzeczki
  • 500 g cukru
Przygotowanie:
Porzeczki obrywamy z gałązek, płuczemy pod zimną wodą. Umyte i przebrane owoce umieszczamy w garnku z grubym dnem i o dużej średnicy, zasypujemy 200 g cukru i odstawiamy na kilka godzin, aż porzeczki puszczą sok. Następnie dodajemy resztę cukru, mieszamy i zagotowujemy.
 
Zmniejszamy moc palnika i gotujemy przez około 1‒2 godziny bez przykrycia, mieszając od czasu do czasu, do momentu, aż dżem uzyska odpowiednią konsystencję.
 
Aby sprawdzić, czy dżem jest gotowy używamy talerzyka włożonego uprzednio na kilka minut do zamrażarki. Na zmrożony talerzyk wylewamy łyżkę gorącego dżemu. Jeśli zgęstnieje, a na jego powierzchni utworzy się skórka ‒ dżem nie wymaga więcej gotowania.
 
Gotowy, gorący dżem przekładamy do wyparzonych słoików. Zakręcamy, odstawiamy do góry dnem. W razie potrzeby pasteryzujemy.
 
Smacznego!
 
dżem z czarnej porzeczki
 
Ten oraz inne przepisy z porzeczkami w roli głównej znajdziecie w dwunastym numerze Magazynu Kocioł. Gorąco zachęcam Was do lektury! (kliknij na okładkę, aby przejrzeć magazyn).
 
https://issuu.com/dmk-kociol/docs/kociol_12_2016
Tabbouleh to libańska sałatka na bazie kaszy bulgur oraz świeżych ziół. Jej podstawą są także warzywa: pomidory, ogórki oraz cebula. Niektóre źródła wymieniają również paprykę. Ja jednak postanowiłam z niej zrezygnować, a swój tabbouleh wzbogacić polskim akcentem w postaci bobu, który jest właśnie w szczycie sezonu. Dla wykończenia całości oczywiście aromatyczny sos z cytryny, miodu, oliwy oraz przypraw. Tabbouleh to bardzo sycąca sałatka. Idealnie nada się na drugie śniadanie lub jako lunch. Ze względu na swój orzeźwiający smak będzie też znakomitym dodatkiem do mięs i potraw z grilla.

tabbouleh z bobem - libaśka sałatka

Składniki:
sałatka
  • 1 szklanka bobu
  • ¾ szklanki kaszy bulgur
  • 4 szalotki
  • 300 g pomidorków cherry
  • ½ ogórka zielonego
  • ½ pęczka mięty
  • ½ pęczka pietruszki
  • ⅓ pęczka bazylii
sos
  • ½ szklanki soku z cytryny
  • 1 i ½ łyżki miodu
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka pieprzu
dodatkowo:
  • ½ łyżeczki cukru
  • 1 łyżeczka soli
Przygotowanie:
Świeży bób płuczemy pod bieżącą zimną wodą. Przekładamy do garnka, zalewamy dwoma szklankami wody, dodajemy ½ łyżeczki cukru i zagotowujemy. Gdy woda zawrze, dodajemy łyżeczkę soli i gotujemy przez kolejne 15 minut na średniej mocy palnika. Ugotowany bób odcedzamy i zostawiamy do ostudzenia.

Kaszę gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Natkę pietruszki, liście mięty oraz bazylii drobno siekamy. Mieszamy je z ugotowaną, ostudzoną kaszą, drobno pokrojonymi  szalotkami oraz ogórkiem. Na koniec dodajemy pomidorki podzielone na połówki oraz ostudzony bób.

W osobnym naczyniu łączymy sok z cytryny, miód, oliwę z oliwek, sól, pieprz oraz rozgnieciony ząbek czosnku. Gotowy sos dodajemy do miski z sałatką. Całość dokładnie mieszamy.
 
Smacznego!
 
tabbouleh z bobem

Ten oraz inne przepisy na smakowite dania z bobem w roli głównej znajdziecie w dwunastym numerze Magazynu Kocioł. Gorąco zachęcam Was do lektury! (kliknij na okładkę, aby przejrzeć magazyn).

https://issuu.com/dmk-kociol/docs/kociol_12_2016
Dzisiaj mam dla Was przepis na pyszne i puszyste pancakes. Ich sekretnym składnikiem jest ciemne piwo, które dodatkowo spulchnia ciasto. Tym razem proponuję wersję na słodko, z dodatkiem kakao i podaną ze świeżymi owocami. Możecie jednak przygotować je także na sposób wytrawny. Będą równie smaczne. :) Od siebie dodam, że w ostatnim czasie to moje ulubione placki. Zajadam się nimi na śniadanie lub na kolację. Także mojemu Połówkowi bardzo posmakowały. Ich przygotowanie jest bardzo proste i przebiega błyskawicznie, bowiem pancakes smażą się bez zarzutu (nie rozpadają się, ani nie przywierają do patelni). Nawet pierwsza sztuka wychodzi idealna i nie ląduje w przysłowiowym koszu ;).
 
placki na ciemnym piwie
 
Składniki:
  • szklanka mąki pszennej
  • szklanka ciemnego piwa
  • 2 jajka
  • 2 stołowe łyżki cukru
  • 2 stołowe łyżki kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • ½  łyżeczki soli
  • 2 łyżki oleju
Przygotowanie:
Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę. W osobnym naczyniu łączymy żółtka z piwem i olejem. Dodajemy przesiane suche składniki (mąkę, kakao, cukier, proszek pieczenia, sól). Całość dokładnie mieszamy.
 
Na koniec dodajemy pianę z białek i delikatnie mieszamy tylko do połączenia składników. Smażymy pancakes z obu stron na suchej patelni, na średniej mocy palnika. Gotowe podajemy ze świeżymi owocami oraz syropem klonowym.*
 
*Powyższe ciasto na pancakes jest mało słodkie. Jeśli nie planujecie podawać gotowych placków ze słodkimi dodatkami, takimi jak: dżem, miód, syrop klonowy itp., to polecam zwiększenie ilości cukru w przepisie.
 
Smacznego!
 
pancakes na ciemnym piwie

Ten oraz inne przepisy na znakomite placki na bazie piwa, przygotowałam na wspólnej sesji zdjęciowej razem z Kasią z bloga Gotuj z Kasią. Znajdziecie je w jedenastym numerze Magazynu Kocioł. Gorąco zachęcam Was do lektury! (kliknij, aby przejrzeć magazyn).
 
Nachosy to jedna z tych słonych przekąsek, do których mam niestety słabość. Jeśli pojawiają się na imprezie, nawet w okresie gdy trzymam ścisłą dietę, istnieje spore ryzyko, że skuszę się na jedno, dwa...no może kilkanaście ;). Chrupiące trójkąciki smakują najlepiej w akompaniamencie sosów. Moim faworytem, zaraz obok dipu serowego jest pikantna salsa. Prawdopodobnie wszyscy znamy to cudo, które dostępne jest na półkach supermarketów. W sytuacjach kryzysowych także po nie sięgam. Zdecydowanie wolę jednak wersję przygotowaną samodzielnie. Salsa z poniższego przepisu jest aromatyczna, naturalna, pikantna... po prostu wspaniała! Robiłam ją już wielokrotnie w mniejszych lub większych proporcjach, bowiem nadaje się nie tylko do nachosów, ale także do mięs oraz dań z grilla.
 
sos salsa do nachos
 
Składniki:
  • 1 duży pomidor
  • ½ dużej cebuli
  • ½ zielonej papryki
  • 2 ząbki czosnku
  • 150 ml passaty pomidorowej lub dobrego przecieru pomidorowego 
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1-2 łyżeczki bazylii
  • mielone chilli (wedle uznania)
  • 1 łyżeczka sosu worcestershire lub octu
  • sól, pieprz
  • szczypta cynamonu
  • oliwa do smażenia
Przygotowanie:
Paprykę oraz cebulę drobno siekamy. Pomidora sparzamy, obieramy ze skóry, kroimy w kostkę.
 
Cebulę podsmażamy na łyżce oliwy, a gdy się zeszkli, wrzucamy na patelnię paprykę oraz przeciśnięty przez praskę czosnek. Całość przykrywamy i dusimy pod przykryciem przez kilka minut. Następnie dodajemy passatę lub przecier pomidorowy i dusimy pod przykryciem, na wolnym ogniu przez około 30-40 minut. Pod koniec duszenia dodajemy cukier, sos worcestershire (lub ocet) oraz wszystkie przyprawy.
 
Połowę sosu blendujemy na gładką masę, pozostałą część zostawiamy. Łączymy je razem. Gdy sos jest jeszcze zbyt rzadki, ponownie wstawiamy go na ogień i podgrzewamy bez przykrycia, na małej mocy palnika do momentu odparowania wody. Natomiast jeśli po zblendowaniu jest zbyt gęsty, podlewamy go wodą.
 
Gotowy sos odstawiamy do ostudzenia. W tym czasie wszystkie jego smaki i aromaty się przegryzą. Sos próbujemy tuż przed podaniem i opcjonalnie doprawiamy jeszcze do smaku. Ja na koniec zawsze dorzucam więcej chilli, ponieważ lubię kiedy salsa jest dość pikantna.
 
Salsę można także przygotować na zapas. W tym celu należy zwiększyć proporcje składników, a następnie gotowy sos zawekować w słoikach.
 
Smacznego!
 
meksykańska salsa do nachos, chipsów i mięs
Pieczone ziemniaki to wyśmienity i popularny dodatek do codziennego obiadu. Nadają się zarówno do dań mięsnych, jak i do rybnych. Sekretem chrupiącej skórki jest ich wcześniejsze podgotowanie, a dopiero później pieczenie w wysokiej temperaturze. Smak pieczonych ziemniaków doskonale wzbogacają przyprawy. Oprócz soli i pieprzu warto dodać do nich paprykę, czosnek oraz zioła (świeże lub suszone). Ziemniaczki z poniższego przepisu wychodzą miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz, czyli takie jak lubię najbardziej. Polecam wypróbowanie tego prostego przepisu podczas przygotowania codziennych posiłków.
 
 
Składniki:
  • 800 g ziemniaków
  • 4-5 łyżek stołowych oleju lub oliwy
  • 2 łyżeczki czosnku granulowanego
  • 2 łyżeczki ostrej papryki
  • łyżeczka pieprzu
  • łyżeczka suszonego tymianku
  • łyżeczka suszonego rozmarynu
  • sól
Przygotowanie:
W miseczce łączymy olej, czosnek, paprykę, pieprz, zioła oraz szczyptę soli. Dokładnie mieszamy, odstawiamy na później.
 
Ziemniaki obieramy i dokładnie myjemy, aby usunąć skrobię. Przekładamy je do garnka i gotujemy na średnim ogniu, w osolonej wodzie przez około 8-10 minut od momentu zawrzenia wody.  Po tym czasie będą lekko miękkie, ale nie rozpadające się (ich powierzchnia powinna być zwarta i niekrusząca się). Podgotowane ziemniaki odcedzamy, odstawiamy do wystygnięcia.
 
Następnie kroimy je w mniejsze, około czterocentymetrowe kawałki. Wrzucamy ponownie do garnka, dodajemy przygotowaną wcześniej marynatę. Za pomocą dłoni rozprowadzamy mieszankę przypraw i oliwy po wszystkich kawałkach ziemniaków. 
 
Gotowe ziemniaki wykładamy na blachę wyścieloną papierem do pieczenia. Rozkładamy je równomiernie, tak aby każdy kawałek leżał oddzielnie. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni i pieczemy przez około 15-20 minut, aż  ich skórka  będzie rumiana i chrupiąca.
 
Smacznego!
 
Zanim spędziłam kilka miesięcy w Portugalii sardynki kojarzyły mi się jedynie z rybkami zamkniętymi w puszce. Jednak na południu Europy sardynki nie mają nic wspólnego z małymi, chudziutkimi okazami, które znamy z naszych supermarketów. Są to dorodne i tłuste ryby, które spotkać można na każdym kroku, na  targowiskach, ulicach i w restauracjach. Zaraz obok suszonego, solonego dorsza, sardynki stanowią swoistą chlubę portugalskiej kuchni. Ich mięso jest bardzo delikatne i ma lekko słodkawy smak. Jego wyjątkowość wynika jednak ze świeżości. Sardynki łowione są na miejscu i często jeszcze tego samego dnia trafiają do sprzedaży.
 
 
Najczęściej podaje się je ugrillowane w towarzystwie warzyw lub pieczywa. Sardinhas assadas, czyli grillowane sardynki to bez wątpienia danie w stu procentach portugalskie. Spacerując uliczkami portugalskich miast i miasteczek, szczególnie w miesiącach letnich, ciężko nie poczuć ich zapachu, bowiem ogromne żeliwne grille, na których pieką się srebrzyste ryby, wystawiane są niemal na każdym rogu.  
 
Portugalskie uliczne grille z sardynkami (źródło: www.flickr.com/photos... )
Niewątpliwą zaletą sardynek jest także ich cena. W restauracji za solidną porcję zapłacimy od 5,5 do 10 euro. Można też przygotować je samodzielnie. Ja w sardynki zaopatrzyłam się w sklepie i postanowiłam ugrillować je w domu. Wyszło przepysznie, mimo że rybki kupowałam późną jesienią, czyli lekko poza sezonem. Sezon na sardynki trwa bowiem od czerwca do wczesnej jesieni, wtedy są najtłustsze i najsmaczniejsze. O innej porze roku lepiej wystrzegać się zamawiania ich w restauracji, ponieważ raczej będą mrożone.  Niemniej jednak jeśli spędzacie w Portugalii wakacje, jest to kulinarny must have, który musicie spróbować. Jeśli natomiast zdecydujecie się na przygotowanie sardynek samodzielnie, poniżej podrzucam Wam przepis.
 
Składniki:
  • 8 sardynek
  • gruboziarnista sól morska
  • świeżo zmielony pieprz
  • oliwa z oliwek
do podania:
  •  pieczywo lub gotowane warzywa
Przygotowanie:
wersja 1. (w 100% portugalska)
Kupując sardynki wybieramy mniejsze okazy, ponieważ mają delikatniejsze ości, które bez problemu można zjeść wraz z mięsem ryby. Po przyniesieniu do domu, świeżych sardynek nie płuczemy w słodkiej wodzie, ponieważ utracą swoje specyficzne walory smakowe. Jeśli istnieje taka konieczność, za pomocą noża z ząbkami usuwamy łuski. Najlepiej robić to posuwistym ruchem, podążając od ogona do głowy ryby. 
 
Następnie oprószamy je gruboziarnistą solą oraz szczyptą pieprzu. Układamy na grillu (lub patelni grillowej) w całości, bez uprzedniego patroszenia. Grillujemy po kilka minut z każdej strony. Zdejmujemy z rusztu, kiedy nabiorą złotego koloru. Podajemy je obficie skropione oliwą wraz z gotowanymi warzywami lub pieczywem. Zjadamy w całości, wyrzucając tylko głowę i ogon.
 
wersja 2.
W razie konieczności usuwamy z sardynek łuskę. Patroszymy i szybko opłukujemy ryby pod bieżącą wodą. Następnie nacieramy je solą i pieprzem, odstawiamy na 20 minut do lodówki. Grillujemy po kilka minut z każdej strony. Zdejmujemy z rusztu, gdy się ze złocą. Gotowe sardynki podajemy z pieczywem lub warzywami, obficie skropione oliwą.
 
Smacznego!
 
Na co dzień często jadam owsianki, aczkolwiek lubię czasem od nich odpocząć. Wtedy używam innego rodzaju płatków, bowiem te różnią się smakiem, konsystencją i wartościami odżywczymi. Dzisiaj zamiast owsianki proponuję orkiszankę, czyli ugotowane w gorącym mleku płatki orkiszowe z dodatkami. Podobnie jak owsiankę, orkiszankę można przygotować na wiele różnych sposobów. Szczególnie polecam wersję mocno czekoladową z dodatkiem banana i bakalii. To pyszne i sycące śniadanie z pewnością przypadnie Wam do gustu. 


Składniki:
  • 50 g płatków orkiszowych
  • 300 ml dowolnego mleka (krowiego, sojowego, owsianego)
  • łyżeczka budyniu czekoladowego bez dodatku cukru
  • łyżeczka naturalnego kakao
  • kilka kostek gorzkiej czekolady 
  • 1 i ½ łyżki miodu
do dekoracji:
  • ½ banana
  • posiekane orzechy
  • rodzynki
Przygotowanie:
W kubku mieszamy kilka łyżek mleka z proszkiem budyniowym oraz kakao. Pozostałe mleko zagotowujemy wraz z płatkami orkiszowymi. Wlewamy mieszankę budyniowo-kakaową i cały czas mieszając ponownie zagotowujemy. 

Pod koniec gotowania dodajemy kilka posiekanych kostek czekolady. Dokładnie mieszamy, do połączenia składników. Orkiszankę dosładzamy miodem. Przekładamy do miseczki i dekorujemy plasterkami banana, posiekanymi orzechami oraz rodzynkami.  

Smacznego!


Ten oraz inne apetyczne przepisy z wykorzystaniem czekolady znajdziecie w dziewiątym numerze Magazynu Kocioł, który współtworzę z innymi blogerami kulinarnymi z Dolnego Śląska. Gorąco zachęcam Was do lektury! (wystarczy kliknąć w okładkę, aby przejść do przeglądania magazynu).

Zaczął się grudzień, więc nadszedł czas, bym rozpoczęła na blogu drobne przygotowania do Świąt. Nadal kontynuujemy 'Projekt Zupa', więc jako pierwszy pojawi się barszcz wigilijny. W moim domu nie było jak dotąd zwyczaju przygotowywania tradycyjnego barszczu na zakwasie. Zakwas oraz barszcz na nim zrobiłam po raz pierwszy w zeszłym roku. Muszę przyznać, że to najlepszy barszcz, jaki do tej pory jadłam. Jest wyrazisty i kwaskowy. O niebo lepszy, niż ten przyrządzony bez zakwasu. Najbardziej smakował mi wlany do kubka, gdy popijałam nim pierogi lub krokiety.

barszcz wigilijny

Składniki:
  • około 2 l wody
  • 700-800 ml zakwasu buraczanego
  • 4-5 buraków
  • 4 marchewki
  • 2 pietruszki
  • 1 mały por
  • 1 cebula opalona nad palnikiem
  • 3 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • 2 łyżki stołowe suszonych grzybków
  • 2 łyżeczki suszonego majeranku
  • 2 ząbki czosnku
  • cukier, sól, pieprz, ocet (do smaku)
Przygotowanie:
Do dużego garnka wlewamy wodę, dodajemy obraną i pokrojoną w kawałki włoszczyznę, opaloną na palniku cebulę, suszone grzybki, liście laurowe i ziele angielskie. Wywar zagotowujemy, a następnie zmniejszamy płomień i gotujemy pod przykryciem około 45 minut.

Wyjmujemy wszystko z bulionu, pozostawiając czysty i klarowny wywar. Wrzucamy obrane, umyte i pokrojone w talarki buraki. Gotujemy na bardzo małym ogniu przez 30-40 minut. Następnie wlewamy zakwas z buraków i dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek. 

Podgrzewamy tylko do momentu zagotowania i wyłączamy płomień, ponieważ barszcz straci kolor. Na koniec dodajemy majeranek i dodajemy do smaku soli, pieprzu, cukru oraz octu. Celowo nie podaję proporcji, ponieważ każdy doprawia barszcz po swojemu. Gotowy barszcz podajemy w misce wraz z uszkami lub w kubeczkach do popicia. 

Smacznego!

barszcz wigilijny na zakwasie
W dzisiejszej odsłonie 'Projektu Zupa' mam dla Was propozycję na aromatyczny krem z dyni. Tym razem w smaku wyczujecie nieco bardziej egzotyczne smaki, ze względu na dodatek orientalnych przypraw, mleczka kokosowego i papryczki chilli. Pomimo pierwszej niechęci do dyniowych zup, aktualnie nie potrafię wyobrazić sobie sezonu dyniowego bez aksamitnego kremu z dyni. To doskonała potrawa na długie i chłodne jesienne wieczory, ponieważ nie tylko rozgrzewa, ale i swoim kolorem przywodzi na myśl słońce. Od samego patrzenia na zawartość miseczki człowiekowi poprawia się nastrój. :)


Składniki:
  • 2 szklanki gęstego purée z dyni
  • 2 szklanki bulionu warzywnego lub drobiowego*
  • 200 ml mleczka kokosowego 
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 świeża papryczka chilli
  • kilka gałązek posiekanej kolendry
  • łyżeczka curry
  • ½ łyżeczki imbiru
  • 1 stołowa łyżka oleju
  • sól, pieprz
do dekoracji:
  • prażony sezam
  • chilli
  • świeże zioła 
*Do purée z dyni dodajemy tyle bulionu, aby uzyskać odpowiednio gęstą konsystencję zupy. Ilość należy dobrać według własnych preferencji.

Przygotowanie:
Cebulę i papryczkę chilli kroimy w kosteczkę, czosnek drobno siekamy. W garnku z grubym dnem rozgrzewamy oliwę. Wrzucamy cebulę i smażymy do momentu, aż się zezłoci. Pod koniec smażenia dorzucamy czosnek oraz chilli.

Następnie dodajemy purée z dyni i dolewamy bulion. Dokładnie mieszamy, zagotowujemy. Dodajemy posiekaną kolendrę oraz przyprawy. Zupę zdejmujemy z ognia i miksujemy blenderem na gładki krem. Na koniec dodajemy mleczko kokosowe i całość lekko podgrzewamy. 

Przed podaniem zupę dekorujemy prażonym sezamem, papryczką chilli i świeżymi ziołami np. kolendrą lub tymiankiem. 
Smacznego!


Uwielbiam Portugalię za obfitość ryb i owoców morza. Tutejsze supermarkety i targowiska kuszą nie tylko różnorodnością i dużym wyborem towaru, ale także niską ceną darów oceanu. Dzisiejszy przepis i zdjęcia powstały jeszcze przed moim wyjazdem. Aczkolwiek właśnie teraz korzystam z okazji i przygotowuję je częściej niż podczas pobytu w Polsce. Przepis na to pyszne danie dostałam od Paulinki, która przygotowała je na obiad z okazji moich urodzin. :) Przygotowanie tej potrawy nie zajmie Wam dużo czasu, ale efekt jest znakomity, więc to idealny wybór na niezapowiedzianą wizytę gości, spotkanie z przyjaciółką lub romantyczną kolację we dwoje. 


Składniki:
  • 500 g małży nowozelandzkich*
  • 1 szklanka półsłodkiego, białego wina
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku 
  • 2 liście laurowe
  • ½ puszki pomidorów
  • kilka ziaren pieprzu
  • 2 stołowe łyżki masła lub oliwy
  • sól
* małże mrożone, z połową muszli, w opakowaniach po 0,5-1 kg są dostępne w niektórych supermarketach

Przygotowanie:
W dużym rondelku rozgrzewamy masło lub oliwę, wrzucamy cebulę i szklimy na złoty kolor. Pod koniec smażenia dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek. Następnie dorzucamy małże, liście laurowe oraz pieprz. Całość podlewamy winem i dusimy pod przykryciem przez 5 minut. Następnie dodajemy pomidory i grzejemy do momentu, aż pomidory się rozpadną. Z małży możemy usunąć muszle i pozostawić samo mięso, ale nie jest to konieczne. Na koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki oraz sól do smaku. Danie serwujemy w głębokich talerzach, najlepiej z dodatkiem pieczywa. 
Smacznego!

Bigos z młodej kapusty to obowiązkowa pozycja na wiosenny obiad. W porównaniu do tradycyjnej wersji ten jest o wiele lżejszy i szybszy w przygotowaniu. Potrawa ta jest w mojej rodzinie od dawna, ponieważ przygotowuje ją moja babcia oraz mama. Każda z nich robi to nieco inaczej, ja również wypracowałam sobie swoją metodę. Z bigosem chyba tak to już jest... ile domów, tyle przepisów. :)


Składniki:
  • 1 główka młodej kapusty
  • 2 marchewki
  • 1 duża cebula
  • 2 pętka kiełbasy
  • 150 g wędzonego boczku
  • 1-2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 4 kulki ziela angielskiego
  • 2 liście laurowe
  • oliwa
  • sól, pieprz

Przygotowanie:
Z kapusty usuwamy wierzchnie liście. Następnie myjemy ją, przekrawamy na dwie połowy, usuwamy głąb i drobno szatkujemy. Przekładamy ją do garnka, zalewamy połową szklanki wody i podduszamy przez kilka minut, do momentu aż jej liście przywiędną oraz zmniejszą swoją objętość.

W międzyczasie kiełbasę oraz boczek kroimy w kostkę, obsmażamy na patelni bez tłuszczu. Marchewki myjemy, obieramy i kroimy w kostkę, cebulę drobno siekamy. Pokrojone warzywa dodajemy do boczku i kiełbasy, dolewamy odrobinę oliwy i wszystko podsmażamy do momentu, aż cebula zmięknie. 

Następnie zawartość patelni przekładamy do garnka z kapustą. Dodajemy liście laurowe, ziele angielskie oraz pieprz. Dokładnie mieszamy i dusimy pod przykryciem około 20-30 minut, co jakiś czas mieszając (jeśli kapusta zaczyna przywierać do dna, podlewamy ją lekko wodą). Na koniec dodajemy koncentrat pomidorowy oraz doprawiamy jeszcze do smaku solą i pieprzem. Całość dekorujemy natką pietruszki lub posiekanym koperkiem.

Smacznego!

Sezon szparagowy to jedna z tych rzeczy, na którą czekam przez cały rok. To chyba mój ulubiony wiosenny akcent zaraz po botwince :).  Na blogu przepisów ze szparagami jeszcze nie było, ponieważ z reguły potrawy nie dotrwały do zdjęć. Tym razem udało mi się powstrzymać przed zjedzeniem śniadania i cyknąć szybkie zdjęcia. Mam nadzieję, że przekonają Was do przygotowania sobie podobnego posiłku :). 


Składniki:
(na 2 porcje)
  • 1,5 l wody
  • pęczek zielonych szparagów (najlepsze będą te cienkie)
  • 6 plastrów szynki szwarcwaldzkiej
  • 2 jajka
  • 1 i ½ stołowej łyżki octu
  • sól, pieprz 
Przygotowanie:
Szparagi płuczemy pod zimną wodą, usuwamy twarde i zdrewniałe końcówki (same odłamią się w odpowiednim miejscu po wygięciu szparaga). Rozgrzewamy patelnię grillową, układamy na niej szparagi i smażymy na wolnym ogniu przez około 10 minut, co jakiś czas je obracając.* W tym samym czasie szynkę kroimy w cienki paski i podsmażamy do chrupkości na suchej patelni. 

Następnie w wysokim rondelku zagotowujemy wodę z octem. Podczas wrzucania jajek woda nie powinna wrzeć, lecz tylko lekko "mrugać". Każde jajko wbijamy do oddzielnej miseczki. Za pomocą łyżki robimy wir, a w jego w środek, tuż nad wodą spuszczamy jajko. Gotujemy je przez 2 minuty, wyciągamy łyżką cedzakową i krótko schładzamy w misce z lodem lub zimną wodą, aby zatrzymać proces gotowania. Czynności powtarzamy, lecz jeśli macie wprawę, możecie gotować oba jaja w tym samym momencie. 

Gotowe jajka układamy ja szparagach i posypujemy usmażoną szynką. Całość doprawiamy solą i pieprzem. Podajemy z ulubionymi dodatkami. U mnie są to pomidorki koktajlowe oraz pieczywo. 

* Szparagi możemy też tradycyjnie gotować przez 10 minut w osolonej wodzie. 

Smacznego!

Witajcie po Świętach. Długo zastanawiałam się co zamieścić w kolejnym poście, w ramach 'Projektu Zupa'. Pomysłów miałam wiele, ale nie mogłam się zdecydować. Wreszcie stwierdziłam, że po świętach mam ochotę na mniej klasyczne potrawy. Interesowało mnie coś sycącego z nutą pikanterii. Zdecydowałam się zatem na danie kuchni orientalnej i tak powstała tajska zupa. Bardzo rozgrzewająca i smaczna. Jeśli zdecydujecie się na jej wykonanie, możecie podać ją także z ryżem jaśminowym lub makaronem sojowym.


 Składniki:
  • 500-600 ml bulionu drobiowego
  • 400 ml mleka kokosowego
  • 150 g fileta z kurczaka
  • 1 marchewka pokrojona w słupki
  • 3 małe pieczarki
  • 8 różyczek brokuła
  • ½ puszki kukurydzy
  • 4-centymetrowy korzeń imbiru
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 szalotka
  • 1 papryczka chilli
  • 1 i ½ łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżka stołowa mielonej kolendry
  • 2 łyżki stołowe sosu sojowego
  • 1 łyżka stołowa sosu rybnego
  • sok z ½ limonki
  • 1 łyżka oliwy do smażenia
do podania:
  • szczypiorek, pokrojony w słupki
  • plasterki papryczki chilli

Przygotowanie:
 
Imbir, szalotkę, czosnek i papryczkę drobno siekamy. Wszystko umieszczamy razem z oliwą w garnku, w którym będziemy gotować zupę. Chwilę smażymy, dodajemy kurkumę, kolendrę i jeszcze podsmażamy, aby wydobyć aromat przypraw. 

Dodajemy kukurydzę, marchew, brokuła, pokrojone w plastry pieczarki oraz sos sojowy i sos rybny. Obsmażamy warzywa przez około 10 minut. Następnie dolewamy gorący bulion oraz mleko kokosowe. Gotujemy chwilę i dodajemy kurczaka pokrojonego na małe paseczki. Całość grzejemy na wolnym ogniu, aż mięso i warzywa zmiękną. 

Po skończeniu gotowania dodajemy sok z limonki. Zupę podajemy ze szczypiorem oraz papryczką chilli. Jeśli jest za mało słona, doprawiamy jeszcze sosem sojowym. 

Smacznego!

O ile nie przepadam za jajami na twardo i unikam ich zwykle jak ognia, tak w pieczeni rzymskiej absolutnie mi nie przeszkadzają. To naprawdę zjawisko godne podziwu, bowiem wytrwale odławiam połówki jaj z żurku lub szczawiowej, oddając je potem swojemu lubemu :). Ale przejdźmy do rzeczy najważniejszej, czyli samej pieczeni. Bardzo polecam Wam jej zaserwowanie w czasie zbliżających się Świąt, ponieważ smakiem zachwyci wszystkich domowników, a także jej przygotowanie nie sprawi Wam wiele kłopotów. Właściwie klops najlepiej smakuje po całkowitym ostudzeniu, więc możecie go przygotować wcześniej i przechować w lodówce do czasu wielkanocnego śniadania. 

 

Składniki:

(na formę o wym. 10 cm x 20 cm)
  • 750 g mielonej łopatki wieprzowej
  • 2 cebule
  • 1 marchewka
  • 4 jajka ugotowane na twardo
  • ½ szklanki bułki tartej
  • 2 surowe jajka
  • 2 łyżki oleju
  • 3 ząbki czosnku
  • ½ łyżeczki tymianku
  • ½ łyżeczki majeranku
  • 1 i ½ łyżeczki papryki słodkiej
  • 1 łyżeczka papryki ostrej
  • 2 łyżeczki pieprzu
  • sól
Przygotowanie:
Cebulę i czosnek siekamy drobno, rumienimy na rozgrzanym oleju. Marchewkę ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Mięso mieszamy z surowymi jajkami, zeszkloną cebulą, marchewką oraz bułką tartą. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem, dwoma rodzajami papryki oraz ziołami. Całość wyrabiamy ręcznie, aby składniki dobrze się połączyły. 

Keksówkę wypełniamy mięsem do ⅓ wysokości. Ugotowane i wystudzone jajka obieramy ze skorupek i układamy jedno za drugim na mięsnej masie. Następnie przykrywamy je pozostałą częścią mięsa. Wierzch pieczeni wyrównujemy zwilżoną w wodzie łyżką. Pieczemy w 180°C przez półtorej godziny. Po upieczeniu pieczeń pozostawiamy w formie do całkowitego ostudzenia. Podajemy ją na zimno, krojąc w plastry.

Smacznego!


Pieczeń rzymską przygotowałam na sesję wielkanocną, którą wykonałyśmy razem z dziewczynami z magazynu Kocioł. Jej efekty prezentowałam tutaj. Głównym fotografem sesji była Gosia z bloga Trawka Cytrynowa i to jej zdjęcia widzicie w tym wpisie. :)

Więcej przepisów związanych z Wielkanocą zobaczyć możecie w specjalnym, świątecznym wydaniu Kotła.  Gorąco zachęcam Was do lektury! (wystarczy kliknąć w okładkę, aby przejść do czytania).

http://magazynkociol.pl/2015/03/przepisy-wielkanocne/
Ćwikła z chrzanem jest świetnym uzupełnieniem dla wędlin, pieczonych mięs lub jajek. To jeden z ważniejszych przepisów na nadchodzące święta wielkanocne. W moim domu praktycznie nie ma Wielkanocy bez ćwikły. Proporcje dodatków, które podaję poniżej są oszacowane według moich kubków smakowych. Ćwikłę powinniśmy doprawiać stopniowo i według własnych upodobań dodawać cukier, sok z cytryny oraz sól. Generalnie możecie przygotować ją nieco wcześniej, bowiem im dłużej stoi, tym lepiej smakuje.

 
Składniki:
  • 500 g buraków ćwikłowych
  • 1 korzeń chrzanu lub 80 g chrzanu ze słoiczka
  • 20 ml soku z cytryny
  • 1 i ½  łyżki octu winnego
  • sól i cukier

Przygotowanie:
Buraki dokładnie myjemy pod bieżącą wodą. Wkładamy je do garnka i gotujemy w lekko osolonej wodzie do miękkości – potrwa to około półtorej godziny. Studzimy je, obieramy ze skórek i ścieramy na tarce o najmniejszych oczkach. Dorzucamy obrany i drobno starty chrzan. Następnie dodajemy do smaku cukier, ocet, sok z cytryny oraz sól. Całość dokładnie mieszamy. Ćwikłę przechowujemy w wyparzonym słoiczku, w lodówce do kilku dni.

Przepis na jajka faszerowane w skorupkach widoczne również na zdjęciu ---> tutaj


Smacznego! 


Ćwikłę przygotowałam na sesję wielkanocną, którą wykonałyśmy razem z dziewczynami z magazynu Kocioł. Poniżej możecie obejrzeć zdjęcie przedstawiające jej finalny efekt. Więcej przepisów oraz propozycje dekoracji znajdziecie w czwartym numerze Kotła. Głównym fotografem sesji była Gosia z bloga Trawka Cytrynowa i to jej zdjęcia widzicie w tym wpisie. :)