Ostatnie Posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodatki do potraw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodatki do potraw. Pokaż wszystkie posty
Konfitura z cebuli to jeden z przetworów, który lubię przygotowywać w okresie zimowym. Można podawać ją na zimno lub ciepło, jako dodatek do serów, wędlin, pasztetów oraz burgerów. Jedna lub dwie łyżeczki doskonale wzbogacą również smak marynaty do mięs. W innej odsłonie konfitura z cebuli będzie znakomitym składnikiem nadzienia tarty lub innych wypieków z ciasta kruchego. Najpopularniejsza jest konfitura z czerwonej cebuli, jeśli jednak nie macie takiej pod ręką, do przygotowania konfitury użyjcie klasycznej cebuli. 


Składniki:
  • 600 g cebuli (czerwonej lub zwyczajnej)
  • 2 łyżki oliwy 
  • 100 g brązowego cukru
  • 3 łyżki octu balsamicznego 
  • 2 łyżki wody
  • szczypta soli
Przygotowanie:

Cebulę obieramy i kroimy w cienkie plastry lub piórka. W rondlu z grubym, nieprzywierającym dnem rozgrzewamy oliwę.  Wkładamy do niego cebulę, solimy i smażymy na wolnym ogniu ok. 10 min, aż cebula stanie się szklista. 

Następnie dodajemy cukier i wodę, dokładnie mieszamy, dusimy ok. 15 min bez przykrycia, mieszając od czasu do czasu. Dodajemy ocet, dusimy kolejne 10-15 min, często mieszając, aż konfitura odparuje i stanie idealnie skarmelizowana.

Gęstą konfiturę przekładamy do czystych i wyparzonych słoików, przechowujemy w chłodnym miejscu.   

Smacznego!

Wskazówki:
- W trakcie przygotowywania konfitury do duszonej cebuli możemy dodać  również np. kilka gałązek rozmarynu, tymianku lub szczyptę przypraw korzennych, aby nadać jej określonego aromatu. 
- Ocet balsamiczny można zastąpić octem winnym. 

Pierwsze ciepłe dni mamy już za sobą. Sezon wakacyjny i urlopowy jest coraz bliżej. Zatem już niebawem chętnie będziemy raczyć się lodami, czy też mrożonymi napojami. Idealnym dodatkiem do letnich deserów będzie sos karmelowy. Oczywiście możecie kupić gotowy, dostępny w supermarketach. Jednak zaręczam Wam, że zawartość żadnej plastikowej buteleczki, którą przyniesiecie ze sklepu nie będzie się równała z domową wersją sosu karmelowego. Bardzo zachęcam Was do jego przygotowania, mimo iż początkowo przygotowanie idealnego karmelu może sprawiać trudności. Grunt to sprawdzona receptura i odpowiednia metoda postępowania. Swoją dotychczasową wiedzę, połączyłam więc z radami od mojej również blogującej koleżanki - Żanety z bloga Cupcake Factory i stworzyłam ten wpis, który mam nadzieję pozwoli Wam na przygotowanie perfekcyjnego, aksamitnego sosu karmelowego ;).
 
sos karmelowy do deserów
 
Składniki:
  • 220 g cukru (1 szklanka)
  • 130 ml wody
  • 240 g śmietanki kremówki 30 lub 36%
  • szczypta soli morskiej
     
Przygotowanie:
W małym garnuszku z grubym dnem umieszczamy cukier i wodę. Dokładnie mieszamy, tak aby nie pozostały żadne drobinki kryształków cukru.
 
Całość stawiamy na gazie i gotujemy na dużej mocy palnika (nie mieszając, ani nie dotykając nawet garnka) do momentu aż karmel stanie się bursztynowo złoty. Potrwa to około 10-15 minut. Jeśli używacie termometru cukierniczego - karmel należy gotować do momentu uzyskania temperatury 170 stopni.
 
Zbyt długie gotowanie spowoduje spalenie się karmelu, co nada mu niezbyt smaczną goryczkę. Należy zatem starannie obserwować barwę gotującego się karmelu. 
 
Gdy karmel się zazłoci, zdejmujemy garnuszek z palnika i wstawiamy go do zlewu, ponieważ po dodaniu śmietanki całość będzie syczeć oraz pryskać. Mieszając energicznie trzepaczką, dolewamy  małym strumieniem śmietankę. Dokładnie mieszamy, aż powstanie gładki i jednolity sos.
 
Ponownie umieszczamy garnek na palniku i gotujemy na małej mocy przez około minutę. Dodajemy szczyptę soli morskiej, dokładnie mieszamy. Odstawiamy do wystudzenia.
 
Gotowy sos przelewamy do słoiczka, zakręcamy i przechowujemy w lodówce do 2 tygodni.
 
Smacznego!
 
idealny sos karmelowy
Kajmak można pozyskać w kuchni z różnych źródeł. Można użyć gotowego, kupionego w sklepie. Sama często korzystam z tego rozwiązania, gdy brakuje mi czasu na przygotowanie własnego. Można też uzyskać go przez długotrwałe gotowanie zamkniętej puszki ze słodzonym mlekiem skondensowanym. Istnieje też trzecia metoda. Polega ona na długotrwałym gotowaniu mleka i słodkiej śmietanki wraz z cukrem. We Francji i Wielkiej Brytanii produkt powstały na koniec nazywa się confiture de lait (konfitura z mleka). Natomiast w Ameryce Południowej określany jest jako dulce de leche. Także Portugalczycy mają na niego swoją nazwę: doce de leite i namiętnie wykorzystują go w swojej kuchni, do rozmaitych ciast i deserów. Wam również polecam jego przygotowanie. Zbliżają się Święta, zatem kajmak będzie doskonałym dodatkiem chociażby do wielkanocnego mazurka.
 
dulce de leche
 
Składniki:
  • 500 ml tłustego mleka
  • 200 ml śmietanki 36%
  • 2,5 szklanki cukru
  • 1 laska wanilii
  • szczypta soli
Przygotowanie:
Wszystkie składniki umieszczamy w rondlu z grubym dnem oraz o dużej średnicy (z dużą powierzchnią parowania). Mieszamy je, zagotowujemy, a następnie zmniejszamy płomień i gotujemy przez kolejne 2-3 godziny, mieszając całość bardzo rzadko. Po tym czasie sprawdzamy, czy masa zaczyna się pienić, bo to oznacza początek karmelizowania. Wówczas wyciągamy wanilię, a całość mieszamy częściej, aby nie przywierała do dna. Kajmak jest gotowy gdy ma bursztynowy kolor i nie spływa z łyżki. 
 
Jeśli chcemy otrzymać bardziej gęstą i ciemniejszą masę, gotujemy ją przez kolejne kilkanaście minut. Gotowy kajmak przelewamy do słoiczka i ostudzamy (wówczas jeszcze odrobinę zgęstnieje), przechowujemy w lodówce.
 
Jak zgęstnieje i na powierzchni pojawi się skorupka, kajmak podgrzewamy z 1-2 łyżkami słodkiej śmietanki.
 
Smacznego!
 
domowy kajmak
 
Ten oraz inne smaczne przepisy z wykorzystaniem mleka znajdziecie w dziesiątym numerze Magazynu Kocioł, który współtworzę z innymi blogerami kulinarnymi z Dolnego Śląska. Gorąco zachęcam Was do lektury! (wystarczy kliknąć w okładkę, aby przejść do przeglądania magazynu).
 
https://issuu.com/dmk-kociol/docs/kociol_10_2016
Pieczone ziemniaki to wyśmienity i popularny dodatek do codziennego obiadu. Nadają się zarówno do dań mięsnych, jak i do rybnych. Sekretem chrupiącej skórki jest ich wcześniejsze podgotowanie, a dopiero później pieczenie w wysokiej temperaturze. Smak pieczonych ziemniaków doskonale wzbogacają przyprawy. Oprócz soli i pieprzu warto dodać do nich paprykę, czosnek oraz zioła (świeże lub suszone). Ziemniaczki z poniższego przepisu wychodzą miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz, czyli takie jak lubię najbardziej. Polecam wypróbowanie tego prostego przepisu podczas przygotowania codziennych posiłków.
 
 
Składniki:
  • 800 g ziemniaków
  • 4-5 łyżek stołowych oleju lub oliwy
  • 2 łyżeczki czosnku granulowanego
  • 2 łyżeczki ostrej papryki
  • łyżeczka pieprzu
  • łyżeczka suszonego tymianku
  • łyżeczka suszonego rozmarynu
  • sól
Przygotowanie:
W miseczce łączymy olej, czosnek, paprykę, pieprz, zioła oraz szczyptę soli. Dokładnie mieszamy, odstawiamy na później.
 
Ziemniaki obieramy i dokładnie myjemy, aby usunąć skrobię. Przekładamy je do garnka i gotujemy na średnim ogniu, w osolonej wodzie przez około 8-10 minut od momentu zawrzenia wody.  Po tym czasie będą lekko miękkie, ale nie rozpadające się (ich powierzchnia powinna być zwarta i niekrusząca się). Podgotowane ziemniaki odcedzamy, odstawiamy do wystygnięcia.
 
Następnie kroimy je w mniejsze, około czterocentymetrowe kawałki. Wrzucamy ponownie do garnka, dodajemy przygotowaną wcześniej marynatę. Za pomocą dłoni rozprowadzamy mieszankę przypraw i oliwy po wszystkich kawałkach ziemniaków. 
 
Gotowe ziemniaki wykładamy na blachę wyścieloną papierem do pieczenia. Rozkładamy je równomiernie, tak aby każdy kawałek leżał oddzielnie. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni i pieczemy przez około 15-20 minut, aż  ich skórka  będzie rumiana i chrupiąca.
 
Smacznego!
 
Tylko raz w życiu pokusiłam się o upieczenie czegoś z masą makową zakupioną w sklepie. Oczywiście masa była bardzo tłusta i wodnista, przez co wypiek wylądował w koszu, bo powstał zakalec. Od tamtej pory nie używam kupnych wyrobów i masę makową przygotowuję sama. Jej wykonanie jest bardzo proste, a smak wspaniały. Zależnie od upodobań możecie modyfikować stopień słodkości oraz ilość i rodzaj użytych bakalii. Osobiście lubię, gdy masa makowa ma ich bardzo dużo. Przyznam szczerze, że najczęściej dodaję je na oko, próbując czy ich ilość mi odpowiada. W okresie Świąt lubię mieć nadmiar masy makowej, bo oprócz wypieków i wigilijnych potraw, podjadamy ją z mamą łyżkami ;).

masa makowa

Składniki:
(na małą porcję do przygotowania klusek z makiem, więc jeśli planujecie także świąteczne wypieki przygotujcie porcję z 500 g maku)
  • 100 g suchego mielonego maku
  • mleko (100-150 ml)
  • 30 g cukru
  • 2 łyżki stołowe cukru waniliowego
  • około 150 g bakalii: 40 g rodzynek, 30 g posiekanych orzechów włoskich, 40 g kandyzowanej skórki owocowej, 40 g posiekanych suszonych owoców np. moreli, śliwek
  • 2 stołowe łyżki miodu
  • łyżeczka esencji pomarańczowej
  • ½ stołowej łyżki masła
Przygotowanie:
Suchy mak przekładamy na sitko o drobnych oczkach i płuczemy pod zimną wodą. Mleko przelewamy do rondla i zagotowujemy. Jeszcze wrzącym mlekiem zalewamy mak, ale tylko do przykrycia. Jeśli całe mleko od razu wsiąknie, uzupełniamy jego ilość.

Całość gotujemy na wolnym ogniu pod przykryciem, pilnując aby się nie przypaliła. Po około 10 minutach ziarna maku powinny zmięknąć, a cały płyn powinien odparować. Wówczas wyłączamy gaz i odstawiamy mak do wystudzenia. Zimny mak odciskamy jeszcze z ewentualnego nadmiaru mleka (jeśli nie przygotowujecie ciasta, a np. kluski z makiem polecam zostawienie nieco wilgotniejszej masy).   

W drugim rondelku roztapiamy masło i dodajemy do niego miód. Gotową masę dodajemy do maku. Następnie wrzucamy drobno posiekane bakalie, esencję pomarańczową, cukier i cukier waniliowy. Całość dokładnie mieszamy. 

Gotową masę makową przechowujemy do 5 dni w lodówce lub zamrażamy.

masa makowa do makowca

Masa makowa do wypieków
Masę makową wykorzystujemy w tej postaci, bądź łączymy ją z ubitymi białkami lub całymi jajkami, aby stała się bardziej sztywna i nie odchodziła od ciasta po upieczeniu. Na masę z 500 g maku przypada od 4 do 6 ubitych na sztywną pianę białek, zależnie od konkretnego przepisu.  

Kiedy mielić mak?
Do powyższego przepisu użyłam maku zmielonego, co jest sporym ułatwieniem, ponieważ nie trzeba go mielić. Jeśli zakupicie suchy mak niemielony, po zagotowaniu z mlekiem należy go dwukrotnie zemleć w maszynce do mięsa z drobnym sitkiem. 

Czy masę makową można słodzić tylko miodem?
Można, ale miód jest płynny więc może to zmienić konsystencję masy makowej. Jeśli potrzebujecie bardziej zwartej masy, polecam jednak dodanie cukru. 

Inne dodatki do masy makowej 
Do przygotowania masy makowej możemy wykorzystać praktycznie wszystkie rodzaje bakalii: kandyzowaną skórkę, rodzynki, suszoną żurawinę, suszone morele, suszone śliwki, suszone figi, a także orzechy włoskie, orzechy nerkowca, orzechy laskowe lub podprażone migdały. Masę makową możemy wzbogacić o aromat pomarańczy oraz wanilii (w postaci cukru lub esencji). Idealnym dodatkiem będzie także alkohol: rum, likier, czy spirytus. Na porcję z 500 g maku, dodaję 30 ml alkoholu, z wyjątkiem spirytusu gdzie wystarczy ½ łyżki stołowej. 

masa makowa z bakaliami
Sezon ogórkowy musi rozpocząć się od małosolnych. O ile przygotowywanie ogórkowych przetworów na zimę zagości w moim domu dopiero w lipcu, tak małosolne pojawiają się zawsze dużo wcześniej. Moja mama wstawia je, gdy tylko pierwsze ogórki pojawią się na lokalnym targowisku. Przy ostatniej wizycie w domu udało mi się trafić na świeżo nastawiony słój, więc wcinałam ogóreczki wraz kanapkami na śniadanie. Przepis, który poniżej prezentuję to receptura, którą od lat stosuje moja mama. Niech Was nie przerazi ilość soli w zalewie. Proporcja jest bardzo dobra, a ogórki małosolne przepyszne! 


Składniki:
(na słój o pojemności 2-2,5 l)
  • około 1,5 kg ogórków
  • 5-6 ząbków czosnku
  • korzeń chrzanu
  • kilka gałązek kopru (najlepiej podsuszonego)
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • łyżeczka gorczycy
zalewa (1 łyżka stołowa soli kamiennej na każde 0,5 l wody)
w tym przepisie:
  • 1,5 l wody
  • 3 łyżki stołowe soli kamiennej

Przygotowanie:
Ogórki dokładnie szorujemy, aby usunąć resztki piasku, a następnie lekko je osuszamy. Na dnie umytego i wyparzonego słoja umieszczamy gałązki kopru, gorczycę oraz ziele angielskie. Następnie dość ciasno układamy ogórki, najlepiej w pozycji pionowej, jeden obok drugiego. Czosnek oraz pocięty w słupki chrzan rozkładamy równomiernie między ogórkami. 

Jeśli używacie słoja o większej pojemności, warto każdą warstwę ogórków przełożyć koprem, czosnkiem i przyprawami.

Przygotowujemy zalewę. Wodę zagotowujemy wraz z solą. Następnie jeszcze gorącym płynem zalewamy ogórki do pełna (nie mogą wystawać ponad powierzchnię wody). Słoik przykrywamy, lecz nie zakręcamy i trzymamy w ciepłym miejscu (najlepiej na kuchennym blacie) przez dwa dni.

Zależnie od temperatur ogórki małosolne będą gotowe po 2-3 dniach. Aby utrzymać ich smak i nie doprowadzić do dalszego ukwaszenia po upływie tego czasu najlepiej przechowywać je w lodówce, bowiem w upalne dni bardzo szybko kisną. 

Smacznego!

Sezon na czosnek niedźwiedzi jest już na półmetku, zatem spieszcie się z jego zakupem, bo z końcem maja zniknie zupełnie z lokalnych targowisk. Jego zdobycie nie jest wcale rzeczą prostą, ponieważ na bazarach pojawia się bardzo rzadko. Mieszkając w dużym mieście mam ten przywilej, że łatwiej mi o dostęp do takich rarytasów. I tym razem wrocławska hala targowa mnie nie zawiodła, bowiem udało mi się zakupić całkiem ładny pęczek czosnku niedźwiedziego. Roślina ta występuje także w lasach. Należy jednak zachować środki ostrożności podczas samodzielnych zbiorów, ponieważ dziko rosnący czosnek jest pod ochroną, a w dodatku bardzo przypomina liście konwalii, które są dla człowieka trujące. Bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie wysianie go we własnym, przydomowym ogródku, bowiem dość łatwo i szybko się rozrasta.  Polecam wypróbowanie czosnku niedźwiedziego, ponieważ jest bardzo zdrowy, smaczny i lekkostrawny. Jego smak przypomina tradycyjny czosnek, przy czym jest o wiele delikatniejszy i nie zostawia w ustach nieprzyjemnego zapachu.  


Składniki: 
  • 1 pęczek czosnku niedźwiedziego (około 25 liści)
  • 35 g pestek dyni
  • 30 g orzechów włoskich obranych ze skorupek
  • 15 g wyłuskanego słonecznika 
  • 3 łyżki stołowe parmezanu
  • 80-100 ml oliwy
  • 1 ząbek czosnku*
  • sól, pieprz
* Ząbek czosnku dodałam, by zaostrzyć smak. Jeśli wolicie łagodniejsze pesto, można pominąć ten składnik. 

Przygotowanie:
Czosnek niedźwiedzi płuczemy pod zimną wodą. Liście odrywamy od łodyżek i osuszamy na ściereczce. Orzechy, pestki dyni oraz słonecznik prażymy na suchej patelni, a następnie studzimy. Przekładamy je do malaksera lub kielicha blendera. Dodajemy posiekany czosnek niedźwiedzi, ząbek czosnku oraz tarty parmezan. Miksujemy na gładkie pesto, stopniowo dolewając oliwę. Jeżeli pesto wyjdzie zbyt gęste, dodajemy więcej oliwy. Na koniec doprawiamy całość do smaku solą i pieprzem. Przekładamy do szczelnie zamykanego słoiczka i przechowujemy w lodówce, bądź zamrażamy w foremkach do lodu.

Pesto z czosnku niedźwiedziego podajemy do makaronów, ziemniaków, pieczywa, kasz, czy mięs.
Smacznego!

Ćwikła z chrzanem jest świetnym uzupełnieniem dla wędlin, pieczonych mięs lub jajek. To jeden z ważniejszych przepisów na nadchodzące święta wielkanocne. W moim domu praktycznie nie ma Wielkanocy bez ćwikły. Proporcje dodatków, które podaję poniżej są oszacowane według moich kubków smakowych. Ćwikłę powinniśmy doprawiać stopniowo i według własnych upodobań dodawać cukier, sok z cytryny oraz sól. Generalnie możecie przygotować ją nieco wcześniej, bowiem im dłużej stoi, tym lepiej smakuje.

 
Składniki:
  • 500 g buraków ćwikłowych
  • 1 korzeń chrzanu lub 80 g chrzanu ze słoiczka
  • 20 ml soku z cytryny
  • 1 i ½  łyżki octu winnego
  • sól i cukier

Przygotowanie:
Buraki dokładnie myjemy pod bieżącą wodą. Wkładamy je do garnka i gotujemy w lekko osolonej wodzie do miękkości – potrwa to około półtorej godziny. Studzimy je, obieramy ze skórek i ścieramy na tarce o najmniejszych oczkach. Dorzucamy obrany i drobno starty chrzan. Następnie dodajemy do smaku cukier, ocet, sok z cytryny oraz sól. Całość dokładnie mieszamy. Ćwikłę przechowujemy w wyparzonym słoiczku, w lodówce do kilku dni.

Przepis na jajka faszerowane w skorupkach widoczne również na zdjęciu ---> tutaj


Smacznego! 


Ćwikłę przygotowałam na sesję wielkanocną, którą wykonałyśmy razem z dziewczynami z magazynu Kocioł. Poniżej możecie obejrzeć zdjęcie przedstawiające jej finalny efekt. Więcej przepisów oraz propozycje dekoracji znajdziecie w czwartym numerze Kotła. Głównym fotografem sesji była Gosia z bloga Trawka Cytrynowa i to jej zdjęcia widzicie w tym wpisie. :)

Przyznam, że w moim domu barszcz został wyparty przez zupę grzybową. Ba... moja babcia robi najlepszą grzybową na świecie i jakoś tak się ogólnie przyjęło, że to ona jest gwiazdą wigilijnego stołu. Barszcz także jest przygotowywany, ale w małej ilości i raczej do popicia pasztecików lub pierogów. Niemniej jednak najlepiej smakuje, gdy zrobiony jest na zakwasie. Domowy zakwas buraczany to samo zdrowie i naprawdę nie wymaga wielu przygotowań. Trzeba go tylko odpowiednio pielęgnować, aby dotrwał do Świąt. 

zakwas z buraków

Składniki:
  • 1 kg buraków
  • 1-1,5 l wody przegotowanej 
  • ⅓ główki czosnku
  • 1 plaska łyżka soli
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • 2 ziarna jałowca
  • 2 ziarna pieprzu
  • 1 kromka razowego chleba żytniego
    (naturalnego, bez polepszaczy)

Przygotowanie:
Buraki dokładnie myjemy, obieramy i kroimy na mniejsze kawałki (warto pamiętać o rękawiczkach w trakcie pracy, bowiem buraki mocno farbują dłonie). Czosnek obieramy i kroimy w plastry. Warzywa umieszczamy w dużym szklanym słoju lub kamionce. Przed przygotowaniem zakwasu naczynie dokładnie wyparzamy, aby wykluczyć możliwość powstawania pleśni.

Dodajemy przyprawy i zalewamy wodą tak, aby wszystkie buraki były nią przykryte, a samo naczynie nienapełnione do końca. Na wierzchu układamy kromkę razowego chleba. Naczynie przykrywamy podwójnie złożonym kawałkiem gazy lub oddychającą ściereczką. Obwiązujemy sznurkiem lub zabezpieczamy gumką recepturą. Odstawiamy w ciemne i ciepłe miejsce.  

Jeśli w trakcie kiszenia na powierzchni Waszego zakwasu utworzy się pianka, oznacza to, że zakwas pracuje i rozpoczął się proces fermentacji. Jednak należy go wyrzucić, kiedy zauważycie pleśń. Przyczyn powstawania pleśni może być kilka: źle wyparzone naczynie, chleb z dodatkiem polepszaczy, brak mieszania w trakcie zakwaszania, zła temperatura przechowywania lub zbyt gruba ściereczka/gaza przykrywająca zakwas.

Zakwas mieszamy codziennie drewnianą, wyparzoną łyżką. Przygotowywany bez chleba, jest gotowy po około 6-7 dniach. Jeśli dodajemy do niego kromkę żytniego razowca, wówczas można zlać go już po 4-5 dniach.

Właściwie przygotowany zakwas ma klarowną, rubinową barwę oraz kwaśny zapach. Gdy jest gotowy, przecedzamy go przez sito i przelewamy do wyparzonych butelek bądź słoików. W moim przepisie porcja jest dość mała, aczkolwiek można przygotować większą ilość (3-5l), ponieważ po zlaniu z kamionki szczelnie zamknięty zakwas wytrzyma w lodówce około miesiąca.

zakwas buraczany na wigilijny barszcz
Ozdabianie pierniczków to niewątpliwie jedna z przyjemniejszych i najbardziej relaksujących czynności w okresie przygotowania do Świąt. Kiedyś nie lubiłam pierników, a teraz odkąd piekę je sama, po prostu je uwielbiam. Przygotowane pierniczki najchętniej ozdabiam białym lukrem na bazie białek i cukru pudru, wówczas wyglądają najładniej. Można przygotować także inne warianty kolorystyczne z użyciem barwników spożywczych. Jeśli obawiacie się surowego białka, przed przygotowaniem lukru umyjcie jajko pod bieżącą wodą, następnie zanurzcie na 5 sekund w gorącej wodzie i ponownie wyszorujcie pod bieżącą wodą. 

lukier do pierniczków
  
Składniki: 
  • 1 białko
  • ponad 1 szklanka cukru pudru 
  • szczypta soli 
  • opcjonalnie sok z cytryny

Przygotowanie:
Białko ubijamy delikatnie mikserem ze szczyptą soli, aby się lekko spieniło. Cukier puder przesiewamy, aby nie miał grudek i ucieramy razem z białkiem. Uwaga! Masę ucieramy, a nie ubijamy przez około 15 minut. Gotowy lukier będzie lśniący i gładki, bez wyczuwalnych drobinek cukru. Dobrze przygotowany lukier jest biały i gęsty, swoją konsystencją przypomina śmietanę. 

Jeśli lukier jest zbyt rzadki, to będzie spływał z pierniczków, aby temu zapobiec dodajemy więcej cukru pudru i ponownie ucieramy. Gdy lukier jest zbyt gęsty, będzie się kruszył i odpadał, więc dodajemy kilka kropel wody lub soku z cytryny.

Do gotowego lukru możemy dodać kilka kropel esencji waniliowej lub soku z cytryny, aby nadać mu smaku, pamiętając o jednoczesnym zwiększeniu ilości cukru. Świetną sprawą podczas lukrowania są także barwniki spożywcze, które pozwolą uzyskać dowolny kolor. Od siebie polecam barwniki w żelu lub w proszku.

Niezużyty lukier przechowujemy w lodówce, w szczelnie zamkniętym pojemniczku, aby nie wysechł.

Powodzenia w lukrowaniu!

lukier

Zobacz także:

Dzisiaj znów mam dla Was pesto. Ostatnio rozsmakowałam się w różnych jego rodzajach. Niestety kupowanie wymyślnych smaków naprawdę dobrej jakości to trochę drogi interes, więc postanowiłam, że zacznę robić je sama. Jak tak dalej pójdzie, to założę osobny dział o pesto na blogu ;). To bardzo uniwersalny produkt. Oczywiście najlepiej smakuje z makaronem, ale ma też wiele innych, ciekawych zastosowań. W kolejnym wpisie pojawi się danie, do którego wykorzystałam owe, grzybowe pesto.



Składniki:
  • 200 g świeżych pieczarek
  • 100 g świeżych grzybów (podgrzybków, borowików)
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 70 g tartego parmezanu
  • 15 dużych listków świeżej bazylii
  • 30 g orzechów włoskich
  • około 40 ml oliwy z oliwek
  • sól, pieprz
dodatkowo:
  • łyżka oliwy do smażenia

Przygotowanie:

Cebulę i czosnek siekamy w drobną kostkę, wrzucamy na patelnię i przesmażamy na łyżce oliwy. Pieczarki oraz pozostałe grzyby oczyszczamy i kroimy w cienkie plastry. Dorzucamy do cebuli i czosnku, dusimy na wolnym ogniu, aż staną się miękkie. Gdy lekko ostygną umieszczamy je w dzbanku blendera. Dodajemy do nich posiekane orzechy, bazylię oraz odrobinę oliwy. Blendujemy, dolewając pozostałą część oliwy. Całość uzupełniamy tartym parmezanem oraz doprawiamy solą i pieprzem. Ponownie blendujemy, lecz tym razem tylko przez kilka sekund w trybie pulsacyjnym. Gotowe pesto przechowujemy w lodówce do 48h. Smacznego!

Dobra rada:
Jako, że pesto nie nadaje się do zbyt długiego przechowywania w lodówce, polecam je spasteryzować w słoiku lub zamrozić w silikonowej foremce do lodu. 


Inne rodzaje pesto:

 
Bita śmietana to bardzo popularny dodatek do deserów, ciast i tortów. Bywa jednak bardzo kapryśna i nie zawsze chce się udać. Szczególnie o tej porze roku, gdy słupki na termometrach sięgają ponad 30 stopni, pojawiają się trudności w jej przygotowaniu. 


Podczas ubijania warto zastosować kilka trików, aby uniknąć zwarzenia śmietany czyli jej rozwarstwienia na cząsteczki tłuszczu i pozostałą płynną część.
  1. śmietanka kremówka przeznaczona do ubijania na sztywno powinna zawierać min. 30%, a najlepiej 36% tłuszczu (z doświadczenia radzę, że 36% ubija się dużo lepiej)
  2. przed ubijaniem umieszczamy na 15 minut w zamrażarce metalową miskę lub garnek, w którym później będziemy przygotowywać bitą śmietanę 
  3. kremówkę przed ubiciem schładzamy przez kilka godzin w lodówce
  4. na początku ubijamy zawsze na wysokich obrotach, a gdy śmietanka zaczyna gęstnieć zmniejszamy je
  5. nigdy nie dodajemy do kremówki gorących dodatków (żelatyny, czekolady) w trakcie ubijania
  6. nie mieszamy śmietany od różnych producentów
  7. jeśli ubijamy kremówkę z cukrem pudrem, dodajemy go na początku
Dodawanie czekolady
Jeśli bardzo zależy Wam na przygotowaniu kremu czekoladowego, polecam dzień przed przygotowaniem tortu zagotować słodką śmietankę z czekoladą, a następnie schłodzić, odstawić na noc do lodówki i ubić mikserem następnego dnia. Zdarzają się jednak sytuacje, że nie ma na to czasu, wówczas do ubitej kremówki dodajemy letnią, rozpuszczoną czekoladę (najlepiej dolewać ją stopniowo, małym strumieniem i zamieszać łyżką).

Dodawanie żelatyny
Aby usztywnić bitą śmietanę np. do tortu, można dodać do niej żelatynę. Polecam na 500 g śmietanki dodać 1 łyżkę stołową żelatyny rozpuszczoną w 1/4 szklanki wrzątku. Jednak także w tym przypadku kolejność wykonywanych czynności ma znaczenie. Kremówkę ubijamy na półsztywno, ponieważ po dodaniu żelatyny i tak zgęstnieje. Żelatynę rozpuszczamy we wrzątku i wystudzamy. Gdy jest jeszcze lekko ciepła dodajemy do niej stopniowo kilka łyżek ubitej śmietany, energicznie mieszamy, a następnie dodajemy do pozostałej części masy. Odradzam dodawanie żelatyny bezpośrednio do całej ubitej śmietany, bowiem kontakt z dużą ilością zimnej masy może spowodować, że żelatyna zbyt szybko się zetnie i w kremie będą wyczuwalne jej grudki. 


Zwarzona śmietana. I co teraz?
Jeśli zdarzy Wam się przebić śmietanę i ta jednak się zwarzy, nie musicie jej od razu wyrzucać. Macie dwa wyjścia :)

Pierwsze. Ubijać, ubijać, ubijać aż wyjdzie Wam masło.
Drugie. Zmodyfikować nieco smak Waszego kremu do tortu. Gdy zauważcie, że śmietanka zaczyna się warzyć (na jej powierzchni zaczynają wytrącać się grudki), przestańcie miksować i dodajcie do śmietany 2 łyżki* gęstej, kwaśnej śmietany lub serka homogenizowanego. Całość zamieszajcie łyżką i zagęśćcie żelatyną. Taką masą po schłodzeniu bez problemu przełóżcie Wasz tort. Nie będzie to już bita śmietana, aczkolwiek w sytuacji awaryjnej krem zostanie uratowany.
*(2 łyżki na 500 g śmietanki kremówki)

Na początku miesiąca miałam przyjemność wziąć udział w śniadaniu prasowym zorganizowanym przez marki Nestea i Sprite. Podczas smacznego posiłku skonsumowanego w restauracji Machina Organika, wysłuchałam prelekcji dr inż. Moniki Hoffmann, eksperta SGGW,  na temat stewii i korzyści jej stosowania w diecie.

Przed wspomnianym spotkaniem używałam już wcześniej stewii, aby ograniczyć spożycie cukru w diecie. Dzisiaj mam dla Was kilka najważniejszych informacji o tym naturalnym słodziku. 


O stewii słów kilka...
 
Stewia jest 200 razy słodsza od tradycyjnego cukru. W sklepach można ją kupić w postaci ususzonych liści bądź jako słodzik w proszku, płynie lub w tabletkach. Wybierając ją w sklepie należy dokładnie czytać etykiety. Niektóre marki, najczęściej te z niską ceną, oprócz glikozydów steviolowych stosują inne dodatki np. maltodekstrynę, która ma zbliżone właściwości do cukru (ma wysoki indeks glikemiczny oraz jest kaloryczna).

Stewia naturalnie jest rośliną wieloletnią. Można ją uprawiać w naszym klimacie, także w domowych warunkach, w doniczkach na parapecie, jednak wówczas jest ona rośliną jednoroczną.

Stewia nie jest kaloryczna. Poza tym zawiera liczne substancje przeciwutleniające oraz składniki mineralne, m.in. potas, magnez, wapń, cynk. Związki w niej zawarte tj. stewiozyd oraz rebaudiozyd A są całkowicie bezpieczne dla zdrowia, bowiem organizm bez problemu je rozkłada. Słodzik ten jest bezpieczny dla osób z cukrzycą typu II, ponieważ nie ma wpływu na wahania poziomu glukozy we krwi. Nie powoduje także próchnicy. Stewię bez obaw mogą stosować dzieci, osoby starsze oraz kobiety w ciąży. 


Stewia od kuchni...
Stewia jest dobrze rozpuszczalna w wodzie oraz dobrze znosi wysokie temperatury (do 200 stopni C), zatem doskonale sprawdzi się w wypiekach lub procesie pasteryzacji.

Należy mieć na uwadze, że stewia nie w każdym przypadku zastąpi nam cukier, bowiem nie da się jej karmelizować ani zastosować jako pożywki dla drożdży. Ciasto drożdżowe na bazie stewii po prostu nie urośnie. Słodzik ten nie nadaje się także do przygotowania bezy ani ucierania z masłem.

Stewia może zmieniać odrobinę smak naszych potraw. W deserach i wypiekach najlepiej zastępować nią połowę ilości cukru, wówczas i tak zmniejszymy kaloryczność naszych potraw.

Stewia w przemyśle spożywczym...
Producenci żywności coraz chętniej skłaniają się do tworzenia produktów słodzonych stewią. Wszystkich z pewnością ciekawi jaki udział w prelekcji na temat stewii miały marki Sprite i Nestea. Otóż, wychodząc oczekiwaniom konsumentów, którzy coraz częściej dbają o jakość spożywanych produktów, Coca-Cola Company razem z firmą Cargill postanowiła zredukować kaloryczność oraz ilość cukrów w swoich napojach. Z tego względu linia herbat Nestea Green Tea oraz Sprite są słodzone stewią, co zmniejsza ich kaloryczność nawet o 30%. Od siebie przyznam, że nie słyszałam o tym wcześniej i jestem pozytywnie zaskoczona. Aktualnie nie sięgam zbyt często po słodkie napoje, aczkolwiek myślę, że warto wybierać te z dodatkiem naturalnej stewii, niż aspartamu, czy innych chemicznych słodzików.*
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
*Do przygotowania wpisu wykorzystałam informacje z prelekcji Stewia LAB oraz z raportu "Słodka prawda o stewii", który otrzymałam przy okazji tego spotkania.    


Gorąco zachęcam Was do samodzielnego przygotowania zakwasu na żurek, ponieważ to bardzo proste. Do Świąt macie jeszcze czas, więc śmiało możecie nastawić swój, wówczas Wasz żurek będzie na pewno smaczniejszy :).


Składniki:
(porcja zakwasu na garnek żurku o pojemności 1-1,5l) 
  • 350ml wody
  • 70g mąki żytniej razowej
  • 2 liście laurowe
  • 3 kulki ziela angielskiego
  • 2 kulki pieprzu
  • 2 ząbki czosnku
  • piętka z chlebka żytniego
dodatkowo:
  • gaza
  • gumka recepturka
  • duży słoik lub gliniane naczynie

Przygotowanie:
Do wyparzonego, wysokiego słoika wlewamy przegotowaną, letnią wodę. Następnie wsypujemy mąkę żytnią i mieszamy. Dodajemy nacięte ząbki czosnku, ziele angielskie, liście laurowe oraz pieprz. Na koniec dorzucamy także piętkę chleba żytniego. Słoik przykrywamy gazą, którą uszczelniamy za pomocą gumki recepturki. Zakwas odstawiamy w ciemne i ciepłe miejsce na 4-6 dni (im dłużej zakwas stoi, tym bardziej robi się kwaśny, więc jeśli lubicie delikatny żurek, schowajcie go po 3-4 dniach z zakręconym dekielkiem,  do lodówki). Zakwas mieszamy raz dziennie, ponieważ będzie się rozwarstwiać. Jeśli zakwas był przechowywany prawidłowo, wówczas przygotowany na nim żurek nie powinien pachnieć pleśnią ani smakować goryczką. 


Wielkanocne Smaki - edycja IV
Dzisiaj mam dla Was kilka inspiracji związanych z Wielkanocą. Pomysły te wielokrotnie mignęły mi na Pintereście, więc i ja postanowiłam je przygotować. Jadalna dekoracja na stole będzie miłym urozmaiceniem, a może nawet zachęci małych niejadków do zjedzenia jajek. Osobiście przyznam się, że za jajkami nie przepadam i Wielkanoc pod względem ich konsumpcji  mogłaby dla mnie nie istnieć, aczkolwiek w tak uroczej postaci nawet i mnie kuszą, by ich spróbować. 


Muchomorki z jajek
Składniki:
(na dwie sztuki)
  • 2 jajka
  • 2 pomidory
  • majonez
  • sałata
  • koperek

Przygotowanie:
Jajka wkładamy do zimnej wody i gotujemy na twardo (przez około 7-8 minut od momentu zawrzenia wody). Po tym czasie przelewamy je zimną wodą i ostudzone obieramy ze skorupek. Odkrawamy po 1/3 z każdego pomidora i wydrążamy miąższ z pestkami. Z jajek odcinamy kawałek spodu, aby stały stabilnie. Na czubek jajek nakładamy pomidora, a z majonezu robimy kropeczki. Gotowe grzybki układamy na talerzu wyścielonym sałatą. U podnóży jajek możemy ułożyć także cząstki koperku. Smacznego!


Myszki z jajek
Składniki
(na cztery sztuki)
  • 2 jajka
  • 2 rzodkiewki
  • 4 ziarenka ziela angielskiego
  • 8 ziarenek pieprzu
  • kawałek szczypiorku

Przygotowanie:
Jajka wkładamy do zimnej wody i gotujemy na twardo (przez około 7-8 minut od momentu zawrzenia wody). Po tym czasie przelewamy je zimną wodą i ostudzone obieramy ze skorupek. Następnie przekrawamy je wzdłuż na pół. W każdej połowie robimy nożem małe nacięcia w miejscu gdzie będą później oczy, nos oraz uszy. Rzodkiewki kroimy w cienkie plasterki, a szczypior w paski. Z największych plasterków rzodkiewki robimy uszy, z ziarenek pieprzu oczy, z ziela angielskiego noski, natomiast ze szczypiorku wąsiki. Gotowe myszki układamy na liściach sałaty. Smacznego!


Kurczaczki z jajek

Składniki:
(na 4 sztuki)
  • 4 jajka
  • kawałek marchewki
  • 8 ziarenek pieprzu
  • 2-3 łyżeczki majonezu
  • sól, pieprz

Przygotowanie:
Jajka wkładamy do zimnej wody i gotujemy na twardo (przez około 7-8 minut od momentu zawrzenia wody). Po tym czasie przelewamy je zimną wodą i ostudzone obieramy ze skorupek. Z jajek odkrawamy górną część, na około 2/3 wysokości  (jeśli nie używacie specjalnych podstawek , wówczas z jajek odetnijcie po kawałku spodu, aby stały stabilnie). Wydrążamy żółtka i mieszamy je z majonezem, następnie doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Gotową masą napełniamy białka, tak aby wystawała ponad krawędź i przykrywamy odciętymi kawałkami jajek. Z ziarenek pieprzu robimy oczy, a z marchewki podzielonej na mniejsze kawałki dzioby. Smacznego!



Wielkanocne Smaki - edycja IV
W zasadzie bawi mnie dzisiejsza nazwa potrawy, bo jest bardzo długa i ciężko było mi ją ułożyć, aby wyszło całkiem składnie i zrozumiale. Pomimo wielu składników całość bardzo dobrze się komponuje. Szukając pomysłu na przygotowanie makaronu pomyślałam jakoś o barszczu lub chłodniku, stąd ten  buraczkowy makaron i jajko. :) Pozostałe składniki to improwizacja w stylu fusion, ale bardzo udana :). 


Składniki:
(na 2 porcje)
marynowane różowe jajka
  • 2 jajka
  • 1 burak
  • 1,5 kieliszka octu winnego
  • 1,5 szklanki wody
  • 1 łyżeczka cukru
  • pół łyżeczki soli
  • liść laurowy
  • 2 ziarna ziela angielskiego
pesto z pistacji
  • 100 g pistacji
  • 60 g pietruszki
  • 70 ml oliwy z oliwek
  • 40 g sera dojrzewającego np. parmezan/grana padano/szafir
  • 1-2 łyżki stołowe świeżego soku z cytryny
  • sól i pieprz do smaku
sos chrzanowy:
  • stołowa łyżka masła
  • stołowa łyżka mąki
  • 120 ml bulionu warzywnego
  • 3 łyżki stołowe tartego chrzanu
  • 100 g śmietany 36%
  • sól, pieprz
  • szczypta gałki muszkatołowej
różowy makaron:
  • 100 g makaronu farfalle od Omnomnom
  • 1 duży burak (lub dwa mniejsze) obrany i pokrojony w ćwiartki
  • 1 duża cebula, drobno posiekana
  • 2 ząbki czosnku, drobno posiekane
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 łyżeczka estragonu
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 1-2 łyżki stołowe oliwy z oliwek
  • olej do smażenia
  • sól i pieprz
dodatkowo:
  • garść świeżego szpinaku
  • 60 g koziego sera

Przygotowanie:
marynowane różowe jajka:
Buraki myjemy, obieramy, kroimy w plasterki i umieszczamy w małym garnku. Dodajemy wodę, ocet, liść laurowy, ziele angielskie, sól oraz cukier. Mieszamy i gotujemy na wolnym ogniu około 15 minut. W tym czasie jajka gotujemy na twardo, następnie studzimy i obieramy ze skorupek. Do ostygniętej marynaty wkładamy zimne jaja w całości, tak aby były całkowicie zanurzone. Odstawiamy na kilka godzin.
Wersja 1: marynowanie przez 2h -> jaja są różowe z zewnątrz i białe w środku
Wersja 2: marynowanie przez 6-8h -> białka jaj są w całości różowe, także w środku

pesto z pistacji:
Pistacje obieramy i podprażamy delikatnie na suchej patelni. Studzimy i blendujemy razem z pietruszką, parmezanem, powoli dolewając oliwę. Pesto doprawiamy solą, pieprzem oraz sokiem z cytryny.*
 
sos chrzanowy:
W małym rondelku rozpuszczamy masło, dodajemy mąkę i robimy zasmażkę. Do zasmażki dodajemy lekko ostudzony bulion. Dokładnie mieszamy, aby nie było grudek. Gotujemy przez minutę. Następnie odrobinę sosu dodajemy do śmietanki, mieszamy i całość przelewamy do rondla z pozostałą częścią sosu. Na koniec dodajemy chrzan. Dokładnie mieszamy. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

różowy makaron:
Buraki gotujemy do miękkości (około 30-40 minut). Cebulę podsmażamy na oleju, aż będzie rumiana. Dodajemy czosnek. Mieszamy, grzejemy jeszcze przez 2 minuty. Dodajemy zioła, sól i pieprz. Buraki kroimy na mniejsze kawałki i wraz z doprawioną cebulą, mielimy w blenderze na puree, dolewają oliwę z oliwek. Gdy mieszanina będzie gładka dodajemy jeszcze sól i  pieprz do smaku. Makaron gotujemy al dente według przepisu na opakowaniu. Po odcedzeniu makaron obtaczamy we wcześniej przygotowanym puree z buraków, tak aby zrobił się różowy.  

szpinak:
Świeży szpinak blanszujemy: układamy na sicie/durszlaku, który zanurzamy na 45 sekund w gorącej wodzie. Po tym czasie szpinak natychmiast schładzamy zimną wodą.

podanie:
Gotowy szpinak układamy na talerzu. Lekko solimy. Na nim układamy różowy makaron, wraz z pokruszonym kozim serem. Na każdym kawałku koziego sera umieszczamy odrobinę pesto z pistacji. Całość podajemy z marynowanymi jajkami oraz sosem chrzanowym. Smacznego!

* po przygotowaniu potrawy zostanie nam sporo pesto, więc można je wykorzystać do innych potraw np. do spaghetti 



Fusion  w kolorach #omnomnom
Niedawno pokazywałam Wam jak wybierać i rozłupać kokosa oraz jak przygotować domowe wiórki kokosowe. Do przetworzenia kokosa w domu możemy wykorzystać jeszcze jedną metodę. Osobiście polecam Wam ten sposób, ponieważ otrzymamy dwa półprodukty: mleczko kokosowe oraz wiórki. 


Przygotowanie mleczka kokosowego:
Wydrążony miąższ z kokosa, obrany z brązowej skórki i pokrojony w kostkę umieszczamy w dzbanku blendera. Kawałki kokosa zalewamy uprzednio odlaną wodą kokosową (jeśli jest jej zbyt mało można dolać 100 ml wrzątku). Całość miksujemy na puree, a następnie zostawiamy jeszcze na 20 minut. Puree kokosowe przecieramy przez bardzo drobne sito. Następnie, to co zostanie na sicie odciskamy jeszcze przez gazę, tak aby wycisnąć całe mleczko.


Gotowe mleczko kokosowe przechowujemy w lodówce około 2-3 dni (UWAGA! mleczko w lodówce rozwarstwia się na dwie części: dolną płynną oraz górną zbitą. To normalne zjawisko, aby połączyć obie warstwy, wystarczy wyjąć mleczko z lodówki na kilka minut, a potem dokładnie zamieszać łyżką). 


Po odciśnięciu, na gazie zostają nam wiórki kokosowe, które po wysuszeniu  będą doskonałym dodatkiem do ciast i deserów. Ja swoje wiórki suszyłam 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do 100-120 stopni.